Genialny tytuł, bardzo dobry reżyser i auta, będące inspiracją dla twórców filmu Mad Max: Na drodze gniewu. Tym razem mowa o Samochodach, które zjadły Paryż Petera Weira.

Bękarty kina – są przeciwieństwem mainstreamowych filmowców. Najlepiej wychodzi im wkurzanie widzów i krytyków, wzbudzanie w nich niepokoju, a czasem najlepiej wychodzą im… porażki. To oni są bohaterami mojego cyklu o podtytule „Napluję na wasze gusta filmowe”.

cars-that-ate-paris-the_17155

Wciąż mam sporo do odkrycia, jeśli chodzi o australijskie kino, a jedną z największych niespodzianek był dla mnie debiut reżysera Truman Show, Stowarzyszenia umarłych poetów Pikniku pod wiszącą skałą Petera Weira. Akcja niskobudżetowego filmu Samochody, które zjadły Paryż – bo o nim mowa – rozgrywa się w niepozornym australijskim miasteczku, które skrywa mroczną tajemnicę. Jego mieszkańcy żyją z napadania na przejezdnych, których zabijają i okradają. Więcej nie zdradzę. To trzeba zobaczyć!

Ten film to zwariowane i bezczelne połączenie demonicznego gotyckiego horroru, westernu i absurdalnej czarnej komedii. Weir w swoich filmach często zadaje niewygodne, podchwytliwe i niepokojące pytania, przeważnie nie dając na nie odpowiedzi. Już w swoim debiucie, mimo pozornie rozrywkowej i absurdalnej tematyki, pokazał, że bardzo interesuje go to, co irracjonalne i co wymyka się znanemu nam zakresowi pojęć. Poza tym widać po Samochodach…, jak bardzo Weir jest utalentowany i jak świetny ma filmowy warsztat.

paris

Co ciekawe, pojawiający się w tym filmie i widoczny na jego plakacie samochód z kolcami był inspiracją do stworzenia pojazdów MyszołowówMad Max: Na drodze gniewu. Chyba nie ma jednak nic dziwnego w tym, że jeden australijski mistrz zacytował drugiego. Zresztą podobieństw między tymi filmami można dostrzec więcej.

Samochody, które zjadły Paryż to dziwna filmowa hybryda, ale warto ją obejrzeć. Jakkolwiek to wszystko może wyglądać kuriozalnie, to jednak wciąż niepokojący film, który pozostał w mojej pamięci nie tylko ze względu na dziwny tytuł. Jedni uważają go za głupią parodię, a inni za mroczną, inteligentną i genialną produkcję. Możliwe, że prawda leży gdzieś pośrodku.