The Kite Runner

Dzisiaj przedstawiamy Wam premierę ubiegłego piątku w polskich kinach. Festiwalowy film nominowany do wielu nagród, w tym również od Oscara. Produkcja amerykańska, aczkolwiek w większości nie anglojęzyczna. Oto krótka notka dystrybutora o filmie:

‚Akcja toczy się w Afganistanie, zima 1975 roku. Dwunastoletni Amir, syn bogatego biznesmena z Kabulu, ma własne troski. Desperacko pragnie wygrać doroczne zawody latawców , by udowodnić ojcu, że jest wart jego uwagi i pochwały. On i jego przyjaciel marzą o zwycięstwie. Żaden z chłopców nie potrafi jednak przewidzieć, co zdarzy się tego popołudnia. Nawet po latach Amir będzie wiedział, że musi wrócić, by znaleźć jedyną rzecz, której brakuje mu w nowym Świecie- odkupienie’                                                                                                                                                            

Dobra, przyjrzyjmy się bliżej..

Dominik: Chłopiec z latawcem to film,  który metaforycznie porównując, szybuje na dwóch różnych pułapach. Pierwsza połowa filmu to zdecydowanie podniebne szybowanie, na wysokościach filmu wybitnego, obfitującego w wiele świeżości i polotu. Ta lepsza, afgańska cześć,  to intrygująca historia przyjaźni dwóch chłopców połączonych wspólną pasją puszczania latawców. Co tu zachwyca, to sposób prowadzenia, tej z pozoru banalnej, fabuły oraz bogata forma jej ekspresji. Mamy tu więc piękne zdjęcia (na wielkie brawa zasługują szczególnie wszystkie sekwencje z konkursu puszczania latawców), klimatyczny podkład muzyczny w tle oraz naturalne i sugestywne aktorstwo.  Jednak najsilniejszym atutem tej części filmu jest kreacja Homayouna Ershadi’ego (filmowy Baba). Ten irański aktor zachwyca swoją ekranową charyzmą i sposobem bycia.  Ershadi to swoiste połączenie Jeremy’ego Ironsa i Ala Pacino. Z tego pierwszego ma rysy twarzy, a z tego drugiego pewne aktorskie maniery.  Czysta rewelacja!

Druga cześć filmu, mająca w większości miejsce w USA, to wyraźny spadek formy. Od tego momentu film traci swoją magię, wkrada się wiele fabularnych uproszczeń, które zdecydowanie psują odbiór filmu w zestawieniu z rewelacyjną częścią pierwszą. Tytułowy latawiec w amerykańskiej części zniża loty i ostatecznie zaplątuje się w hollywoodzkie schematy. A szkoda, bo mógłby poszybować jeszcze wyżej i wznieść się na prawdziwie artystyczne wyżyny. Sobolewski_6


Maciek: Chłopiec z latawcem to obraz szalenie nierówny. Można byłoby powiedzieć, że obejrzałem dwa filmy w jednym. Pierwsza część to absolutna rewelacja. Szczególna w tym zasługa reżysera Marca Forstera, który ze znaną sobie brawurą i wyczuciem estetycznym potrafił zainteresować widza dość banalną historią przyjaźni dwóch afgańskich chłopców. Pomogła mu w tym znacząco sprawdzona ekipa realizatorów, szczególnie genialny kompozytor Alberto Iglesias, który nie po raz pierwszy udowodnił, że przy użyciu niemal samych instrumentów perkusyjnym, z subtelnym dodatkami, potrafi stworzyć niezapomniany klimat. Film charakteryzuje się niezwykle wysokim poziomem realizacyjnym (np. scena konkursu latawców – majstersztyk!). Najmocniejszym punktem pierwszej części filmu jest jednak genialna kreacja Homayouna Ershadi. Irański aktor grający ojca głównego bohatera Amira tworzy niesamowity, niejednoznaczny portret rodzica, który chce dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze, ale nie zawsze wie jak to osiągnąć. Magnetyzująca kreacja, od której nie sposób oderwać wzroku!

Niestety po wyjeździe bohaterów z Afganistanu z powodu najazdu Armii Czerwonej umiejętnie wytwarzane napięcie siada. Amerykańska część filmu nie ma już tego bajkowego, magicznego klimatu. Zastąpienie go surowym realizmem paradoksalnie powoduje, że obraz traci na prawdziwości. Forster próbuje grać na emocjach widza. Jego kolejne poczynania sprawiają jednak, że film jest coraz bardziej patetyczny i sentymentalny, a przewidywalna fabuła nieuchronnie zmierza do hollywoodzkiego, przesłodzonego finału.

Mimo świetnej pierwszej godziny filmu Chłopiec z latawcem rozczarowuje. Forsterowi zabrakło konsekwencji i zdecydowania. Niestety nie po raz pierwszy ten utalentowany reżyser pokazał, że ucieczka od hollywoodzkich schematów jest dla niego zbyt trudna. A szkoda…

Stasierski_6