woda dla

Niegdyś Hollywood specjalizowało się w produkcji klasycznych melodramatów. Rekordy popularności biły takie dzieła jak „Przeminęło z wiatrem”, „Pożegnanie z Afryką” czy ostatnio „Titanic”. Od jakiegoś czasu gatunek ten przechodzi jednak wyraźny kryzys. Świetności nie przywróci mu na pewno „Woda dla słoni„, co jednak nie oznacza, że film Franka Lawrence’a nie posiada swoich niewątpliwych walorów.

Jacob Jankowski (Robert Pattinson) jednego dnia traci rodziców i musi opuścić dom rodzinny. Bez żadnego celu przed sobą wyrusza w świat i trafia do Cyrku Benzinich prowadzonego przez Augusta Rosenblutha (Christoph Waltz) oraz jego żonę Marlenę (zjawiskowa Reese Whiterspoon). Tam zostaje treserem nowo zakupionego słonia Rosie, który ma stać się gwarancją sukcesu podupadającego cyrku. Od samego początku między Jacobem i Marleną budzi się uczucie.

Frank Lawrence nie ukrywa, że nie ma większych ambicji w podejściu do historii. Stawia na sprawdzone środki, co sprawia że „Wodę dla słoni” ogląda się jak film z lat 80. Nie jest to jednak wielki zarzut, wszak ostatnio brakuje filmów tak konserwatywnych w formie i staroświeckich. Czy nie warto niekiedy wrócić do czasów, kiedy właśnie takie kino święciło triumfy? Szkoda, że Lawrence ma chwilami problemy ze złapaniem rytmu i tworzeniem spójnej całości. Stąd historia się nieco rozłazi, a dobre momenty mieszają się z fragmentami wyraźnie gorszymi. Lawrence ma jednak do pomocy bardzo dobrych współpracowników, którzy starają się jak mogą, aby film nie rozpadł się na kawałki. Scenariusz Richarda Lagravenesa jest może przewidywalny, ale emocjonalnie wiarygodny i w swej prostocie konsekwetny. Brakuje mu nieco ciekawie nakreślonych postaci, ale o ich ożywienie bardzo starają się doświadczeni aktorzy. O dziwo nawet Robert Pattinson pokazuje, że potrafi nie tylko stroić miny cierpiętnika jakiego gra w serii „Zmierch”. „Woda dla słoni” powinna być dla widzów sygnałem, że jeszcze będą z niego ludzie, a dla niego samego, że trzeba jak najszybciej zapomnieć o postaci Edwarda Cullena. Reese Whiterspoon również nie poddaje się schematom swojej bohaterki, jednak największą gwiazdą filmu jest ponownie Christoph Waltz. Jego kreacja niewątpliwie stanowi pewną wariację na temat roli pułkownika Landy, jednak Austriak nie pozwala się zamknąć w tę szufladę. August to jednak bohaterów o mocniej wyostrzonych rysach charakterologicznym, nieprzewidywalny. Waltz świetnie pokazuje jego dwoistą naturę balansując między furią, niestabilnością emocjonalną a niekłamanym urokiem. Bardzo ważnym dodatkiem do pełnej emocji atmosfery filmu są ciepłe, kolorowe zdjęcia Rodrigo Prieto.

Woda dla słoni” to film z niewątpliwymi słabościami. Narracja się tu rozłazi, a historia miłosna prowadzi do nieodzownego happyendu. Niemniej Pattinson, Whiterspoon, a szczególnie kradnący show Waltz pozwalają dzieki swoim kreacjom w dużej mierze o tym zapomnieć i skoncentrować się na pozytywach: wspaniałych kolorach, spektakularnej inscenizacji i kapitalnych występach słonia Rosie, który jest, obok Waltza, najjaśniej świecącą gwiazdą filmu.

Stasierski_7