zelazna

„Żelazna dama” nie jest może filmem tak katastrofalnym jak się można było spodziewać. Po reżyserce „Mamma Mii” moje oczekiwania były bardzo niskie. Nie, żebym był jakoś szczególnie miło zaskoczony, ale chociaż udało się nie zepsuć kompletnie show Meryl Streep, której kreacja naprawdę godna jest o pięć lub dziesięć klas lepszego filmu.

Problem z historią opowiedzianą bez żadnego warsztatowego przygotowania przez Phillidę Lloyd jest fakt, że gdyby nie nazwa filmu i kilkukrotne sygnalizowanie, że mamy do czynienia z historią Margaret Thatcher można byłoby sądzić, że „Żelazna dama” opowiada losy jakiejś nieokreślonej starej kobiety z demencją, której jedyną czynnością są rozmowy z kilka lat wcześniej zmarłym mężem. Razi to, że w filmie o jednej z najbardziej znaczących figur europejskiej polityki XX wieku dowiadujemy się o niej tak niewiele. Natomiast tak dużo dostajemy wolnych i przyznajmy bardzo wątpliwych impresji na temat jej życia po polityce. Najbardziej jednak męczy łopatologia reżyserki, która stara się opowiedzieć historię w retrospekcjach. O ile one same niekiedy wypadają całkiem przyzwoicie (kilka scen parlamentarnych, wątek z wojną o Falklandy), o tyle styl przechodzenia do nich jest wręcz przerażająco prostacki. Przykład: Thatcher widzi stojącą na stoliku figurkę żołnierzyków. Cięcie. Thatcher rozpoczyna wojnę z Argentyną o Falklandy. Cięcie. Proste, prawda?

Nie wolno jednak przy analizie „Żelaznej damy” zapomnieć o kreacji Meryl Streep, która walczy jak może z wątpliwym scenariuszem i zwycięża. Nie tylko genialnie punktuje mimikę i styl mowy Thatcher. Tworzy też portret kobiety zdeterminowanej codziennym staraniem o udowodnienie mężczyznom, że kobieta też może rządzić tak istotnym państwem jak Wielka Brytania. Niestety grajacy w co drugiej niemal scenie ze Streep Jim Broadbent jest po prostu fatalny i powinien wnieść o zadośćuczynienie za straty moralne. Jego Denis Thatcher a właściwie kretyńska parodia to błazen i krótko mówiąc idiota – zerowe wsparcie dla Margaret.

Poza Meryl Streep niewiele jest do polecenia w „Żelaznej damie”. Stąd ocena: Stasierski_5