District 9

Nie dajcie się zmylić, mimo iż nominalnym reżyserem filmu jest Neil Blomkamp, to prawdziwym reżyserem tego filmu jest jego producent wykonawczy – Peter Jackson.

Jest to o tyle ważne, że przez pryzmat tej obserwacji możemy dostrzec jaką drogę przeszedł ten nowozelandzki reżyser przez ostatnie 20 lat. Kiedy Peter Jackson miał 22 lata wyruszył na swoją pierwszą filmową przygodę, kręcąc film który już niebawem miał zmienić  całe jego życie. Zły Smak został nakręcony w ściśle amatorskim stylu – budżet był tak niski jak tylko się dało, w filmie grała rodzina, przyjaciele i sąsiedzi reżysera. Sam Jackson zrobił w tym filmie niemal wszystko – wyreżyserował go, wyprodukował, nakręcił oraz wystąpił – i to w kilku rolach!  Wszystko to zostało nakręcone kamerą z drugiego obiegu za 250$. Jacksonowi i jego znajomym zajęło przeszło cztery lata by skończyć ten film, kręcony głownie weekendami. I ten startujący, z poziomu wspólnego kawału grupy znajomych,  film miał się już niebawem stać  obrazem kultowym.  Przyjaciel Jacksona, który pracował w przemyśle filmowym przekonał go, że film ma komercyjny potencjał i zaaranżował jego pokaz na nadchodzącym festiwalu w Cannes. Na festiwalu Zły Smak zgarnął zarówno ogromny aplauz publiczności, jak i garść nagród. Film szybko okazał się hitem ze względu na swój dziwaczny humor oraz przeładowanie amatorsko wyglądającymi efektami specjalnymi. Po tym filmie otworzyło się przed Jacksonem wiele drzwi i tak też powstał jego pierwszy profesjonalny film Martwica Mózgu.  Nie minęło 20 lat od tamtych wydarzeń, a zaczynający od filmu o kosmitach jedzących ludzi reżyser, odbiera łącznie 17 (!) Oscarów za trylogię ‚Władcy Pierścieni’.

Na dzień dzisiejszy Peter Jackson to producent oraz rzeczywisty reżyser Dystryktu 9. Filmu który wskrzesza zapomniany/zlekceważony/sprofanowany gatunek science-fiction. Wskrzesza i podnosi poprzeczkę na tak wysoki poziom, że przez lata inni będą skakać i nie doskoczą. Jest bowiem taka teoria, że każdy dobry film Sci-Fi, mimo że opowiada o robotach, czy obcych, to tak naprawdę zawsze mówi o ludziach. Używa do tego wymyślnych metafor oraz odniesień, ale nie jest nigdy tylko tym co widzimy na ekranie. O tej regule wiedział doskonale Stanley Kubrick,  a współcześnie zna ją choćby Ridley Scott. Teraz możemy się przekonać, że Peter Jackson nie jest gorszy. Stworzył on bowiem film wielopłaszczyznowy. Film, który nie popadając w tanie schematy mówi o rzeczach ponadczasowych – o kondycji ludzkiej oraz o naszej tolerancji (lub jej braku) dla innych. Film stawia kilka ważnych pytań oraz skłania, co uważniejszego widza, do refleksji.

Warto wiedzieć, że mimo pewnego rozgłosu jest to film niezależny, zrobiony za 30mln $ w Afryce Południowej w Johanessburgu.  Fakt, że film jest kręcony poza Stanami oraz Europą pozwolił znacznie obniżyć koszty jego produkcji, a doświadczenie Jacksona z efektami specjalnymi pomogło zastosować kilka sztuczek produkcyjnych zaoszczędzających grube miliony na etapie montażu.  Pamiętać też trzeba, że w filmie nie gra żaden znany aktor – chyba nie muszę tutaj mówić ile milionów zostało dzięki temu w kieszeni producenta. I to właśnie, że film kosztował 30 mln$, a nie 300$ dodało mu autentyczności.  Efekty są tylko tam gdzie są niezbędne, duża cześć filmu kręcona jest w stylu paradokumentu,  a sceny akcji są tak zmontowane, że ruch kamery narzuca tempo i robi to w naprawdę imponujący sposób. Egzystencjonalnej nuty dodaje temu wszystkiego jeszcze muzyka Clintona Shortera (nowe, silne nazwisko w panteonie kompozytorów filmowych). A przed wykonawcą głównej roli Sharlto Copley’em rozwinął się właśnie czerwony dywan do Hollywood.  Fabularnie film jest bez zarzutu. Zamyka on bowiem w gatunkowych ramach Scf-Fi; inteligentny i przejmujący dramat, naturalistyczny film akcji, elementy komediowe oraz, co najważniejsze, ponadczasowy wydźwięk tematyczny. Śmiało mogę powiedzieć, że lepszego filmu w tym gatunku nie było długie lata i obawiam się, że przez najbliższe lata drugiego takiego filmu nie będzie.  No chyba, że powstanie Dystrykt 10?

Sobolewski_9