SC_D11_02752

Szkoda, że seria Igrzysk śmierci nie jest w Polsce jeszcze dobrze znana. Mam jednak nadzieję, że dzięki znakomitemu filmowi Gary’ego Rossa widzowie sięgną także po jeszcze lepszą powieść Suznanne Collins.

Po przeczytaniu pierwszej z powieści Collins mogę powiedzieć jedno – nie wyobrażam sobie chyba bardziej wiernej adaptacji, niż ta której dokonał Gary Ross. Co niezwykle pocieszające w przypadku filmu Rossa, za wiernością poszła też jakość. Igrzyska śmierci to idealny filmowy początek wiosny. Dlaczego tak go chwalę? Bo przy okazji z niesamowitym pietyzmem odtworzonej fabuły, udało się Rossowi też mocniej zagłębić w idee, które autorka starała się przekazać. Fantastycznie reżyser przedstawia wizję totalitarnego społeczeństwa, którym rządzi się strachem, ale i serwowaną w niewielkich ilościach nadzieją. Tak przynajmniej rządy sprawuje prezydent Snow, który w wybornej kreacji Donalda Sutherlanda staje się personifikacją całego systemu. Systemu, który nie będzie mógł istnieć bez mediów. One stały się bowiem miejscem przedstawienia teatralnego, którym są Igrzyska. Przedstawienia, dzięki któremu udaje się swobodnie manipulować społeczeństwem. W centrum tego staje Katniss Everdeen (Jennifer Lawrence), której działania mogą kiedyś stać się zarzewiem konfliktu. Jednak teraz ona sama musi walczyć o życie swoje i swoich bliskich, uznając jednak wszelkie zasady rządzące tym swoistym teatrum mundi. Ross idealnie je charakteryzuje – niekończące się zabiegi upiększające, parady, występy telewizyjne, w końcu sama batalia. Robi to przy tym w sposób niesamowicie efektownym. Igrzyska śmierci poza otoczka pozostają, więc także znakomitą rozrywką. Z niekłamaną przyjemnością patrzy się bowiem na sceny telewizyjnych programów Caesara Flickermana (fenomenalny Stanley Tucci), czy w końcu na długą, trzymającą w nieznośnym wręcz napięciu, sekwencję samych igrzysk. Ross, z któremu pomocą przy pisaniu scenariusza przyszła sama autorka, kreuje wydarzenia sprawną ręką, nie nadużywając niepotrzebnych zabiegów upiększających. Dzięki temu film jest kręcony subtelnie, wygląda bardzo realistycznie i ma bardzo dobrze dobraną muzykę. Jednak to co zachwyca, to obsada na czele z niesamowicie charyzmatyczną Jennifer Lawrence, która udowadnia po raz wtóry, że jej oskarowa nominacja nie była dziełem przypadku. Świetnie przy niej wypadają także inni członkowie aktorskiego składu – Josh Hutcherson jako walczący z Katniss na arenie Peeta, Elizabeth Banks w dziwacznej roli Effie czy w końcu kradnący show Woody Harrelson jako Haymitsch, mentor pary bohaterów. Brawa należą się Rossowi także za jeden mały szczegół, który zauważyć mogą tylko osoby znające książkę – w wielką wyobraźnia udało mu się dopisać to co Collins przez zastosowanie takiej, a nie innej narracji musiała pozostawić w niedopowiedzeniu.

Olbrzymie, pozytywne zaskoczenie! Wierna, w przy tym żyjąca na ekranie własnym życie adaptacja z wybitną rolą Jennifer Lawrence.

Stasierski_9