Niech o poziomie suspensu tegorocznej Gali świadczy to, że niemal wszystkich wygranych trafnie wytypowaliśmy na tydzień przed całym eventem.  Przewidywalnosc zeszła by pewnie na drugi plan, gdyby udało się zając uwagę widza ciekawym jej prowadzeniem. Tak się niestety nie stało. Gospodarze sucharzyli, brakowało im naturalności i dobrze napisanych kwestii.  Pojedyncze wystąpienie Billy’ego Crystala zebrało więcej brawo i uśmiechów niż ponad 3 godzinne wygłupy, młodych i niestety niedoświadczonych prowadzących. I jak James Franco nie przyniosł większego wstydu, stojąc sztywno i się uśmiechając to jednak Anne Hathaway gasiła się raz po raz, powodując u widza uczucie podobne do tego jakie towarzyszy oglądaniu polskich kabaretów.

Oskary poszły w dobrze zagrzane ręce, a szara eminencją tej Gali był producent Harvey Weinstein, który potrafił w 2 tygodnie przekonac calą Akademie, że ‚Jak zostac krolem’ jest lepsze niz faworyzowane przez ostatnie 3 miesiące  ‚The Social Network’. Nie bez powodu, dziękował mu z imienia i nazwiska zarówno Colin Firth, jak i Tom Hooper. Sam Weinstein był na gali pokazywany chyba częściej niż sam Colin Firth. Jedyną niespodzianką tych oskarów, w której zapewne maczał swoje żydowskie palce Weinstein, było przelobbowanie Tom Hoopera jako reżysera roku, zabierając tym samym zasłużoną statuetkę Davidowi Fincherowi. Zresztą Fincher musiał od początku wiedziec, co sie święci, bo tak smutnej osoby na galii nie widziałem nigdy. Nieprzypadkowo myśle Weinstein siedział na drugim koncu sali względem Finchera . I mimo głównej wygranej ‚Jak zostac krolem’ najwiekszym zwyciezca tej gali została ‚Incepcja’. Zgarneła najwięcej oskarów przy najlepszej skuteczności –  4 oskary na 8 nominacji  ( 50% skuteczności), przy 4 oskarach dla ‚ Jak zostac krolem’ na 12 nominacji  (33% skuteczności). Cieszy bardzo oskar dla Wally’ego Pfistera za zdjęcia do ‚Incepcji’ bo takich zdjęc kino już dawno nie widziało. Aktorskie oskary bez zarzutu. Mnie najbardziej cieszy ten dla Natalie Portman.

Co do osób wręczających oskary bez wątpienie dużym wydarzeniem były występy: Kirka Douglasa ( bałem się, żeby nie umarł na scenie), śpiewającego Kevina Spacey’a, łobuzowatego Roberta Downey Jr, i jak zwykle urzekającego charyzmą i ciepłem Jeffa Bridgesa ( sposób w jaki pocałował Natalie Portman po odbiorze od niej oscara to majstersztyk). Całą galę podsumował wspaniale, wreczający główną nagrodę wieczoru, Steven Spielberg zaznaczając niedosłownie, że gali wcale nie musi wygrac najlepszy film.

Tak też się stało.

p.s – jako gratis wrzucamy na własną odpowiedzialnośc naszą dyskusję około 1:30 w oskarową noc. przyznaje sie – piłem.