mirror mirror

Bracia Grimm lata temu napisali „Królewnę Śnieżkę”. Od tego czasu przeróżni reżyserzy starali się zaadaptować ją ekran. Jednym się udawało bardziej, innym mniej. Do tego pierwszego grona od dziś może zaliczać się Tarsem Singh. Jemu naprawdę wyszło świetnie!

Oczywiście najnowsza adaptacja, dodam nie ostatnia w tym roku, odbiega mocno od oryginału stworzonego przez słynnych braci. Śnieżka walczy tu szpadą, książę często prezentuje swoją muskulaturę, a krasnoludy okazują się swoistymi wyrzutkami społeczeństwa. To dość radykalne podejście do oryginalnego materiału bardzo posłużyło filmowi Singha, który udowodnił dodatkowo, że nie jest już tylko reżyserem od ładnych obrazków, jak to było chociażby w „Immortals”. Oczywiście parokrotnie zdarzyło mu się zgubić tempo w opowiadaniu historii Śnieżki, niemniej szybko nadrabiał stracony czas pomysłowością i nowatorstwem rozwiązań (np. w rewelacyjnej scenie ataku na kryjówkę krasnoludów). Nie sposób do końca powiedzieć, czy w przypadku „Królewny Śnieżki” mamy do czynienia z filmem lekkim, czy wręcz przeciwnie mrocznym i intensywny. Singhowi udaje się łączyć w nim wiele konwencji, od wprost rozbrająjącej komedii, skończywszy na kinie fantasy. W ostatecznym rozrachunku jest to jednak po prostu znakomite kino familijne, które dostarcza nie tylko wizualnych (kostiumy na pewno powalczą o Oskara!), ale też fabularnych wrażeń. Olbrzymia w tym zasługa świetnie dobranej obsady. W roli Śnieżki dobrze sprawdza się prześliczna, delikatna Lilly Collins. W roli księcia przezabawny jest z kolei Armie Hammer. Jednak film kradnie absolutnie genialna Julia Roberts, której niemal każdy gest jest trafiony w punkt. W swojej kreacji idealnie łączy komediowość i przerysowanie swojej postaci z gorszą stroną jej osobowości – nienawiścią, samozachwytem. Roberts jest bez wątpienia filmu największą gwiazdą, ale drugi plan na czele z niezawodnym Nathanem Lane’em też pozostaje bez zarzutu.

Świeżo opowiedziany, przepiękny wizualnie film z świetną obsadą.

Stasierski_8