Will Smith;Josh Brolin;Michael Stuhlbarg

Cóż za niespodzianka! Po fatalnej drugiej odsłonie, Faceci w czerni powracają filmem, który długimi momentami dorównuje oryginałowi.

Agent J (jak zwykle świetny Will Smith) musi tym razem uratować nie tylko świat przed inwazją obcych, ale także swojego najlepszego przyjaciela i partnera K (Tommy Lee Jones), któremu zagraża odwieczny przeciwnik Borys Bestia (zupełnie nierozpoznawalny Jemaine Clement, znany z Flight of the Conchords). Aby go powstrzymać musi przenieść się w końcówkę lat 60. W czasie swoje podróży w czasie poznaje młodego K (Josh Brolin).

Siłą pierwszej części Facetów w czerni na pewno nie były rozwiązania fabularne, które proste, nie obrażały jednak inteligencji widza. Słabością drugiej z kolei był brak jakiejkolwiek interesującej fabuły. Na szczęście w Facetach w czerni 3 Barry Sonnenfeld i jego scenarzysta Etan Cohen wracają na dobre tory opowiadania historii. Przede wszystkim jednak akcentują najbardziej istotne zalety oryginału – świetne dialogi, interesujące efekty specjalne, solidne sceny akcji i wręcz niesamowitą chemię, która zaistniała między Tommy Lee Jonesem a Willem Smithem. W tej odsłonie dostajemy to wszystko, a nawet więcej bo do stałej ekipy dołącza Josh Brolin. I to jak! Brolin udowadnia swój niesamowity talent do imitowania innych osób, łącząc go ze świetnym timingiem komediowym i umiejętnością pozostawania poważnym w odpowiednich momentach. Jego kreacja to prawdziwy klejnot, nie tylko impresja na temat aktorstwa Tommy’ego Lee Jonesa, ale zbudowanie postaci na swoich własnych warunkach. Poza Brolinem świetne epizody zaliczają Clement, przezabawny Michael Stuhlbarg jako przybysz z innej planety Griffin i jak zwykle znakomita Emma Thompson. Na dokładkę udało się Sonnenfeldowi z wielkim poczuciem humoru odtworzyć i wystylizować końcówkę lat 60. w USA, co widać w sekwencjach w The Factory Andy Warhola czy podczas wylotu Neila Armstronga na księżyc.

Olbrzymie zaskoczenie niosą najnowsi Faceci w czerni. Nie jest to oczywiście film zbyt oryginalny. Niemniej twórcy potrafili uwypuklić atuty trylogii, zostawiając za sobą jej słabości. Dostaliśmy dzięki temu w świetnym tempie zrealizowaną i bardzo dobrze zagraną rozrywkę. Czegóż chcieć więcej?

Stasierski_8