sala

Odważny, intensywny, przeszywający – takie określenia nasuwają się po obejrzeniu debiutu fabularnego Jana Komasy pt. „Sala samobójców„. Czy jednoznacznie dobry? Pewnie spory będą trwały długo. Niemniej ważny to film, bo pokazujący, że Polacy potrafią tworzyć kino niezachowawcze na poziomie światowym.

Dominik (debiutant Jakub Gierszał) jest na samym szczycie hierarchii. Chodzi do prywatnej szkoły, jest popularnym, dobrym uczniem, jeździ z szoferem i ma piękny dom – słowem bajka. Jedno niewinne zdarzenie podczas treningu judo zmienia jego sytuację o 180 stopni (i jest to chyba największa wada filmu – za mało wiarygodnie wyglądają powody tej przemiany). Przychodzi upokorzenie i wyizolowanie. Dominik znajduje spokój w społeczności internetowej zwanej Salą Samobójców, gdzie rządzi Sylwia (znakomita Roma Gąsiorowska). Rodzice chłopaka nie podejrzewają, że życie chłopaka może być zagrożone…

Długo musiałem czekać na popis aktorskich umiejętności Romy Gąsiorowskiej. W jej ustach nawet puste frazesy o złym życiu brzmią w tym film wiarygodnie. Jej bohaterka bardzo łatwo okręca sobie Dominika wokół palca, a jej celem wydaje się być jedynie chęć uzyskania tabletek, które pomogą w popełnieniu samobójstwa. Czy jednak tylko takie są powody działania Sylwii? W ostatniej scenie filmu Komasa niejako odwraca ten wizerunek, pozostawiając pytanie bez odpowiedzi. Zresztą nie tylko to, co jest chyba największą siłą „Sali samobójców” – niejednoznaczność. Nie wspomnę już o naprawdę świetnej prezentacji głównych bohaterów w kilku zaledwie otwierających film ujęciach. Widać, że Komasa wszelkie reżyserskie chwyty ma w małym palcu. Tworzy kino naprawdę angażujące widza emocjonalnie i intelektualnie, a przy okazji formalnie porywające (zdjęcia jakby nie z polskiego filmu). Jest wiele momentów w „Sali samobójców”, które wprost wciskają w fotel.

Przyznaję, że ma ona też kilka słabości. Obok wspomnianej wyżej mocno niewiarygodnej przemiany głównego bohatera, są nimi nieco zbyt grubą kreską zarysowane postaci nieświadomych problemu rodziców. Tutaj jednak Komasie na ratunek przychodzą aktorzy, świetny jak zawsze Krzysztof Pieczyński i kradnąca cały film Agata Kulesza. Miałem także problem z ilością animowanych sekwencji, które z jednej strony ciekawe wizualnie, z drugiej zajmowały chyba nadmierną ilość czasu ekranowego.

Warto też poświęcić kilka słów postaci Dominika w interpretacji Jakuba Gierszała. Od początku widać było, że ten bohater ma w sobie pewną nieodkrytą tajemnicę. Z jednej strony snob, zadufany w sobie, z drugiej zagubiony chłopak, którego nieoczekiwane zdarzenie kompletnie wyprowadza z równowagi. Skomplikowana to postać i Gierszał nie do końca udźwignął jej poprowadzenie. O ile w scenach bardziej subtelny jest znakomity grając instynktem i naturalnym urokiem, o tyle w wybuchach emocjonalnych wypadło to nieco histerycznie.

Komasa nie stworzył filmu idealnego. „Sala samobójców” jest oparta na bardzo skrajnie zarysowanych emocjach, co chwilami drażni. Pokazał jednak, że fach reżyserski zna tworząc film formalnie znakomity, fabularnie solidny, aktorsko wybitny.

Stasierski_10