spiderman

Jeśli ktoś jeszcze pamięta filmy o przygodach Spider-Mana autorstwa Sama Raimiego, w której głównie role grali Tobey Maguire i Kirsten Dunst, niech czym prędzej o nich zapomni. Nadchodzi nowy „Niesamowity Spider-Man” i z impetem godnym pociągu TGV odsyła tamte do lamusa historii!

Historia jest podobna jak w pierwszej odsłonie z roku 2002. Peter Parker (w tej roli znany z „The Social Network” Andrew Garfield) wciąż jest nerdem (tym razem jednak jeżdżącym na deskorolce), znowu zostaje ukąszony przez radioaktywnego pająka, po raz kolejny ginie mu wujek (dawno niewidziany, rewelacyjny Martin Sheen) Chłopak postanawia więc wykorzystać nowo nabyte zdolności, żeby zemścić się na mordercy. Tymczasem po Nowym Jorku zaczyna grasować daleko bardziej groźny przeciwnik. Na tym jednak wszelkie podobieństwa do filmu Raimiego się kończą, gdyż każdy, podkreślam każdy!, możliwy element tego filmu bije na głowę oryginał. Marc Webb, niezbyt doświadczony w tego typu produkcjach, odnalazł się w niej wręcz wyśmienicie. Nie tylko udało mu się idealne zbalansować elementy akcji (które chwilami są zrealizowane naprawdę ?imponująco) z chwilami nieco bardziej spokojnymi, w których udaje się nakreślić wreszcie bogatszy rys psychologiczny bohaterów. Film bez względu na okoliczności ogląda się wręcz rewelacyjnie, nie nudzi ani przez sekundę, a końcówka wciska w fotel. Co najważniejsze Webb nie tylko udowadnia, że ma całkiem dobre oko do dynamicznych ujęć, ale też kapitalnie pracuje z aktorami. Każdy z nich, poczynając od genialnie obsadzonego Andrew Garfielda, dostaje swoje pięć minut i wykorzystuje je w pełni. Garfield, różniący się wszystkim od nudnego, ślamazarnego Tobeya Maguire, odbiera mu bezapelacyjnie palmę pierwszeństwa w wyścigu o Petera Parkera. Jego Peter jest uroczo nieśmiały, dowcipny, szalenie inteligentny i w końcu odważny. Partnerująca Garfieldowi Emma Stone, grająca wybrankę głównego bohatera, po raz kolejny udowadnia, że potrafi zagrać wszystko. Jej kreacja w roli Gwen jest brawurowa! Właściwie jedyny maleńki problem jest w tym filmie z bohaterem negatywnym, a bardziej z wizerunkiem w który się on przeistacza. Tutaj efekty specjalnie nie są najbardziej efektowne, czy kreatywne. Braki te nadrabia jednak fantastyczny Rhys Ifans, który idealnie pokazuje przemianę dr Connorsa, z idealistycznego naukowca w potwora czującego, że tylko on wie co dla ludzkości „dobre”. Na drugim planie błyszczą weterani – wspomniany Sheen, grająca ciotkę May Sally Field i świetny aktor telewizyjny Denis Leary, który odgrywa postać na kształt komisarza Gordona z serii o Batmanie. Poza świetną dynamiką akcji, dobrze nakreślonymi postaciami, „Niesamowity Spider-Man” ma jeszcze jedną niekłamaną zaletę – swoisty realizacyjny luz objawiający się niewysilonym humorem, dystansem, a kiedy trzeba dobrze odmierzonym patosem, który idealnie oddaje muzyka Jamesa Hornera.

Najlepszy film wytwórni Marvel od czasów drugiego…”Spider-Mana”, jeśli nie w ogóle najlepsza produkcja tej stajni. Film duetu Marc Webb-Andrew Garfield może stać się dla serii tym, czym dla filmów o Batmanie było wejście Christophera Nolana. Panowie Raimi i Maguire mogą się schować! 

Stasierski_9