kod nies

Sobolewski:

W przeciwieństwie do debiutanckiego filmu Duncana Jonesa – ‚Moona’ z Samem Rockwellem oraz Kevinem Spacey’em, ‚Kod Nieśmiertelności’ wszedł do polskich kin na fali sporej reklamy i medialnego hajpu. ‚Moon’ do kin w Polsce nie wszedł, a i mało kto o nim słyszał. A film to wybitny, jakich gatunek sci-fi od dawna nie widział.

Debiut Jonesa był na wskroś oryginalny, charyzmatycznie zagrany, okraszony jednym z najlepszych soundtrackow ostatnich lat w wykonaniu Clinta Mansella, który w połączeniu z zjawiskowymi zdjęciami zanurzał widza w enigmatycznym klimacie odosobnienia w kosmosie.

‚Kod Nieśmiertelności’ pozbawiony jest tych nadprzeciętnych przymiotów ‚Moona’. Film nie wychodzi poza treśc zwiastuna, nie zaskakuje, ani nie pachnie oryginalnością. Na szybko liczac to hybryda 3 filmów: ‚Dnia Świstaka’, ‚Vantage Point’ oraz ‚Deja Vu’. Film trzyma poziom, ale jest to poziom tylko dobry ( przez małe ‚d’). Nie tego jednak oczekiwałem od tego reżysera.

Myślę, że jest to jednak chytre zagranie finansowe Jonesa, które zrobi go rentownym twórcą, dając mu wiarygodnosc w oczach producentów na przyszłośc. Na inwestowanie w pomysły.

Czas bowiem ponownie na oryginalny scenariusz, Clinta Mansella oraz całą resztę elementów, które pomogą stworzyc kolejny film na miarę ‚Moona’.

Bo jak mawia Robert De Niro – ‚Najsmutniejszą rzeczą jest zmarnowany talent’.

Sobolewski_7


 

Stasierski:

Jako, że „Moon” wciąż przede mną, oglądałem „Kod nieśmiertelności” bez większego nastawienia. Tym większe jest moje zaskoczenie, jak krótko ten film pozostał mi w pamięci. Moje odczucia w 5 zdaniach prezentują się następująco:

1. Jak na tak znakomite recenzje „Kod nieśmiertelności” pozostawia spore uczucie niedosytu. Niech nikt jednak nie zrozumie mnie źle – film Duncana Jonesa to bardzo solidne kino gatunkowe i przyzwoita rozrywka. Jednak tylko rozrywka, nic wielce oryginalnego. Z zapowiadanej powtórki z „Incepcji” nici.

2. Nie można odmówić Jonesowi, że aktorów potrafi prowadzić. Jake Gyllenhaal sprawdza się jako bohater kina akcji, gra na luzie, bez maniery która ostatnio mu się zdarzała. Film kradnie Vera Farmiga, która jako jedyna stwarza prawdziwą postać z krwi i kości. Tym większe brawa za to, gdyż widzimy ją właściwie wyłącznie na ekranie minotora oglądanego przez kapitana Stevensa. Niezły jest też Jeffrey Wright, choć jego kreacja naznaczona jest od początku faktem karykaturalnego wizerunku postaci.

3. Strona audiowizualna filmu, co najbardziej zaskakujące, kuleje. O ile do muzyki ciężko się przyczepić, a zdjęcia nieźle pomagają budować napięcie, o tyle efekty specjalne pozostawiają wiele do życzenia. Powtarzające się wybuchy pociągu wyglądają po prostu bardzo sztucznie.

4. Brakuje filmowi także jakiegokolwiek zwrotu akcji. Wszystko idzie jak po sznurku, aż do bardzo nieznośnego happyendu z miałkim wątkiem romantycznym w tle. Warto jednak poczekać na ostatnie dwie minuty – pełne zaskoczenie!

5. Podsumowując film solidny, nieźle zagrany, acz zdecydowanie przereklamowany.

Stasierski_7