artysta

Artysta to zaskakująco zasłużony faworyt tegorocznych Oskarów. Pierwszy duży film Michela Hazanaviciusa zrobił na oceanem furorę. Łatwo zrozumieć dlaczego. Obraz ten jest z jednej strony znakomitą wręcz rozrywką. Hazanavicius serwuje prowadzoną w kapitalnym tempie historię miłosną ze zwrotami akcji. Nie dość, że świetnie się go ogląda, to też z przyjemnością się na niego patrzy. Olbrzymia w tym zasługa genialnych zdjęć Guillaume’a Schiffmana. Znakomicie też brzmi oskarowa muzyka Ludovic Bource’a, która pełni w filmie nieomal rolę narratora. Dzięki niej dobrze rozumiemy jakie nadzieje targają bohaterami, co ich smuci i raduje. Wiemy to jednak także dzięki najważniejsze wartości filmu Hazanaviciusa – aktorstwu Jean Dujardina oraz Berenice Bejo. Oboje stwarzają jedną z najbardziej uroczych i zaskakujących par w kinie ostatnich lat. Gdyby chociaż jedno z nich dostało Oskara za swoje role byłoby to wspaniałe wyróżnienie dla filmu, który poza wszystkimi walorami reżyserii i scenariusza, pozostaje także obrazem niezwykle mądrym, zabawnym i lekkim. Widać jak na dłoni nostalgię Hazanaviciusa za kinem dawnym. Obserwujemy jednak także jego nieskrywaną miłość do kina w ogólności, którego przejawem są nawiązania do Chaplina czy Wildera. W końcu Hazanavicius pokazuje także, że sława to rzecz niezwykle ulotna i ważne, aby z niej korzystać z wyczuciem i godnością. Świetne kino! 

Stasierski_9


Kolejnym faworytem Oskarów miały być Idy marcowe George’a Clooneya. Jednak film zginął w natłoku innych produkcji. Nie dziwi to szczególnie, wszak w większości lepszych produkcji. Clooney jest znakomitym opowiadaczem historii. Reżyseruje z wielką klasą i wyczuciem. Kłopot w tym, że historia w porównaniu z jego poprzednim oskarowym filmem „Good night and good luck” pozostawia dużo do życzenia. Opowieść o walczącym o nominację demokratyczną kandydacie na prezydenta jest przegadana i pozbawiona emocji. I jest to podstawowy problem tego technicznie i aktorsko perfekcyjnego filmu. Nie można wszak zupełnie nic zarzucić warstwie muzycznej i wizualnej Id marcowych. Roi się w nich też od znakomicie grających aktorów na czele z Philipem Seymourem Hoffmanem, Paulem Giamattim czy samym Clooneyem. Problemem filmu jest z kolei dość jednowymiarowa kreacja Ryana Goslinga, na której opiera się główny, przyznajmy słaby wątek fabuły filmu. Historia o molestowanej stażystce nie jest ani odkrywcza, ani szczególnie interesująca. Brakuje jej też, jak całemu filmowi, emocji. Dlatego też przez cały czas oglądamy aktorów, a nie postaci i nie potrafimy się zaangażować w opowieść. Szkoda, bo przy tak dobrze grającej obsadzie i świetnej reżyserii można było się spodziewać o wiele więcej.

Stasierski_7


Maciej Stasierski