drzewo zycia

Ciężko w ostatnich latach o bardziej skrajny film niż Drzewo Życia. Jednak jeszcze ciężej o bardziej oryginalny i bezkompromisowy film.

Jedni mówią, że to bełkot, inni widzą w nim wizjonerską perłę kina doby XXI wieku. Indywidualny odbiór tego filmu tak mocno rezonuje z wrażliwością widza, że niemalże cały film ma projekcje w głowie widza. Obraz indukuje tylko pewne niewypowiedziane idee, które rodzą się w najróżniejszy sposób w każdym z Nas. Eksperymentalizm tego filmu polega na nasyceniu formy treścią (sic!) do tego stopnia, że film składa się z ciągu spontanicznie dobranych impresji sugerujących Nam na nieświadomym poziomie niektóre treści. Oglądanie tego filmu jest jak słuchanie utworu instrumentalnego pozbawionego słów, który poprzez swoje niepowtarzalne brzmienie wkłada Nam do głowy pewne niezapisane nigdzie słowa. Formuła tej dziwacznej quasi-narracji jest jednak wymagająca wobec widza. Ktoś, kto idąc do kina spodziewał się typowej, dosłownie opowiedzianej historii będzie srogo zaskoczony.

Takich filmowych wizji bardzo potrzebuje nowoczesne kino. Oryginalność jest bowiem najcenniejszym kruszywem w każdym departamencie sztuki. Nawet za cenę pewnych wyrzeczeń. Są bowiem w filmie Malicka elementy ciężkostrawne (fragment z dinozaurami), jednak ich znikomość nie pozbawia całości statusu dzieła precedensowego.

Jest to jeden z tych filmów, który jak się odpowiednio zestarzeje dołączy do grona największych filmowych klasyków w historii kina.

Pozycja więcej niż obowiązkowa.

Sobolewski_9