Christian Bale;Amy Adams;Bradley Cooper

Oskarowy sezon w pełni. Po Zniewolonym przyszedł czas na American Hustle…i nasz redakcyjny dwugłos. Skąd ten bezprecedensowy sukces Davida O. Russella? Odpowiadają Sobol i Pudzian…odpowiadają bardzo szczerze.

Sobolewski: 10 nominacji do Oscara dla American Hustle to znak, że Akademia bezgranicznie kocha Davida O. Russella. Reżyser, podobnie jak bohaterowie jego najnowszego filmu, wodzi za nos Akademię podsuwając jej film merytorycznie przeciętny, lecz ubrany w świetne aktorstwo (z wyjątkiem Bradleya Coopera) i okraszony dużą ilością wizualnego pudru. Ponad dwugodzinną historię ogląda się dobrze i z zaciekawieniem, mimo okazjonalnych spowolnień fabularnych i nieodstępującego wrażenia, że wszystko to już gdzieś widzieliśmy. Podskórnie czuć, że O.Russell mierzył wysoko, chcąc doszlusować klimatycznie i tematycznie do opowieści na miarę Chłopców z ferajny Martina Scorsese. Dostajemy za to film o perukach, loczkach, wąsach, okularach, lakierach do paznokci i rozciętych dekoltach. Ma to swój urok ale, umówmy się, nie zapewnia filmowi wejścia do artystycznej superligi. Najjaśniejszym punktem filmu jest Christian Bale który, zrzuciwszy długoletnią maskę Batmana, wraca z przytupem do aktorskiej ekstraklasy. Dzielnie sekunduje mu duet Adams & Lawrence oraz miło zaskakuje Jeremy Renner (przezabawna scena w duecie z Balem śpiewania Delilah Toma Jonesa). Film skrywa także rolę pewnego jegomościa znanego z kilku filmów Martina Scorsese. W całym tym teatrze oszustw, zwodów i pokerowych min znajdziemy sporo dobrej rozrywki, jednak zabrakło mi tu głębszej refleksji, o którą aż się prosiło. Więcej tu przystawek, niż prawdziwego obiadu. I tak, zamiast wyjść z kina z pełnym brzuszkiem, doskwiera nam syndrom niby jadłem, ale zjadłbym coś jeszczeSobolewski_7

Stasierski: Do niedawna nie znałem powodu, dla którego Akademia Filmowa tak bardzo ceni Davida O. Russella. Jego pierwszy oskarowy film Fighter był przeciętny, a ratowało go jedynie dobre (miejscami) aktorstwo. Drugi – Poradnik pozytywnego myślenia – był filmem bardzo dobrym, ale także głównie dzięki aktorstwu. Po obejrzeniu jego najnowszego obraz chyba wiem o co szacownym Akademikom chodziło. Mianowicie o to, żeby go zachęcić do stworzenia wreszcie filmu pełnego, skończonego, nie tylko aktorskiego. I taki PRAWIE im dał. Nazywa się on American Hustle i opowiada dziwną, nierówną historię grupy oszustów, którzy po kilku zawirowaniach kończą jako współpracownicy FBI. Russell dobrze wie, że nic szalenie mądrego i odkrywczego z tej historii wycisnąć się nie da. Bawi się więc nią i to wychodzi mu przez większą część filmu kapitalnie. Widz bawi się bardzo dobrze oglądając aktorskie popisy wykonawców znanych z poprzednich filmów reżysera. Najlepszy z nich jest Christian Bale, który pogrubiony, z kretyńską peruką zjada ten film w całości, a scenę z niejakim Robertem De Niro traktowałbym jako swoiste przekazanie pokoleniowej pałeczki. Fantastycznie partnerują mu Jennifer Lawrence i podaj najlepsza, najbardziej zadziorna, najbardziej seksowna w swojej karierze Amy Adams. Pozytywnie zaskakuje także Jeremy Renner, a swoje trzy grosze w każdej ze scen dorzuca Louis C.K. Rozczarowuje jedynie tak świetny w Poradniku Bradley Cooper, który ma też przyznać trzeba rolę najmniej interesująco. Wszystkim bardzo sprawną ręką kieruje zaś Russell tworząc chwilami zaraźliwie zabawny, przewrotny film, który po prostu się dobrze ogląda. A że nie niesie on z sobą nic więcej, traci znaczenie w zderzeniu z aktorami i ich reżyserem, dzięki którym przez 2 godziny uśmiech nie schodzi z twarzy. Stasierski_8

Film obejrzeliśmy w Kinie Nowe Horyzonty na specjalnej prasowej przedpremierze. Było to pierwsze tego typu wydarzenie, w którym braliśmy udział. Czekamy na więcej! I więcej takich filmów!