6aae23e40c246b63845f2fb09f0d7393

Jednym z największych odkryć filmowych 2011 roku był film Restless. Gus Van Sant, twórca cokolwiek nierówny, wspiął się w nim na wyżyny umiejętność,z empatią, czułością i niesamowitym humorem opowiadając historię śmiertelnie chorej Annabel, która stara się na swój sposób zmagać z nieuniknionym losem. Punkt wyjścia do Dziś jestem blondynką Marka Rothemunda jest podobny. Wykonanie, mimo tego że Rothemund jest fachowcem znakomitym, mocno jednak odbiega.

21-letnia Sophie dowiaduje się ma nieoperacyjnego raka. Rozpoczyna się walka o życie dziewczyny, w której wspomagają ją przyjaciółka, rodzina, niedoszły chłopak i…sprzedawca peruk. Peruki, a właściwie osobowości, które przybiera główna bohaterka dzięki nim, są jednym z najbardziej oryginalnych motywów w Dziś jestem blondynką. Niestety Rothemund nie potrafi go w pełni wykorzystać, traktując go raczej jako przerywnik w ciekawie opowiadanej, ale dość płytkiej historii. To i fakt, że mamy do czynienia jednak z powtarzalnym schematem jest największym problemem filmu. Powtarzalny, bo historia idzie właściwie jak po sznurku od złej wiadomości, przez załamanie, po nieco sztucznie narzucony happyend. Emocjonalnie Rothemund przepływa jedynie po powierzchni charakterów swoich bardzo solidnie skonstruowanych bohaterów, nie potrafiąc dostać do głębi ich osobowości. Szkoda, bo film mógł być dużo bardziej niejednoznaczny, a tak stał się prostą, na szczęście w miarę inspirująca opowieść o fantastycznej dziewczynie walczącej z przeciwnościami losu. Fantastycznej, bo Sophie w rewelacyjnej interpretacji Lisy Tomaschewsky stara się przekuć swoją straszną sytuację na coś ważnego. Zaczyna pisać bloga, którym pomaga innym chorym powiedzieć to co zapewne wszyscy o tej chorobie myślą – że jest ona zdradliwym przekleństwem, które zabiera jedną z najważniejszych rzeczy w życiu człowieka, możliwość planowania jutra. Mimo wspomnianych wad, których pewnie można byłoby wskazać więcej, jak choćby niepotrzebny wątek z Chantal, Dziś jestem blondynką ma kilka niezaprzeczalnych zalet. Najważniejszą jest sam Mark Rothemund, który jest naprawdę bardzo dobrym narratorem. Nawet fabularnie słabsze momenty potrafi opowiadać z energią, na dużym tempie. Dzięki temu film od początku do końca ogląda się dobrze, choć bez większego emocjonalnego zaangażowania. Można jednak podziwiać sprawność Rothemunda, który z niezbyt mocnego budulca potrafił stworzyć coś nieszczególnie głębokiego, czy emocjonalnie przekonującego, ale chociaż efektownego i wciągającego. Brawa należą się za to także świetnej obsadzie, która stara się jak może by ta powierzchowna historyjka nabrała życia.

Na koniec pozostawiam pytanie: czy w przypadku filmu, który ma tak duży emocjonalny potencjał, tak mocnego reżysera i tak dobrą główną rolę, można poprzestać jedynie na efektownej, ale mało dotykającej prawdziwego życia historii? Odpowiedzcie sobie sami, a najlepiej to zrobić idąc na Dziś jestem blondynką do kina. Może odkryjecie w tym filmie, nie pozbawionym pozytywnych wrażeń, coś więcej niż ja.

Stasierski_7

Film dystrybuowany przez:

Zrzut ekranu 2013-12-11 o 11.08.04