kapitan

Po obejrzeniu zwiastuna do filmu Kapitan Phillips można było mieć pewne obawy, że będzie to kolejny pretensjonalny, oparty na faktach obraz typowego American Hero, z powiewającą dumnie flagą USA w tle. Szczęśliwie za robotę zabrali się Paul Greengrass i dawno nie widziany na dużym ekranie Tom Hanks.

Kapitan Phillips jest zapisem wspomnień z wyprawy amerykańskiego statku zaopatrzeniowego, zaatakowanego w kwietniu 2009 roku przez somalijskich piratów. W przypadku tego typu historii, których zakończenie jest dość powszechnie znane, przed filmowcem stoi najtrudniejsze zadanie. Nie wystarczy bowiem dokładnie odtworzyć  wydarzenia z przeszłości, gdyż wtedy mieli byśmy do czynienia z filmem dokumentalnym. Chodzi bardziej o wywołanie emocji u widza, ekscytacji, zainteresowania losami, takie rozłożenie akcentów, aby historia nie była jednoznaczna. Paulowi Greengrassowi udało się właściwie wszystko. Jego film, oparty na wspomnieniach kapitana Richarda Phillipsa, to idealny przykład jak powinno się robić kino oparte na prawdziwych wydarzenia. 2-godzinny seans Kapitana Phillipsa jest bardzo intensywnym, mocnym przeżyciem. Właściwie od początku do końca z ekranu nie schodzi napięcie. Greengrass już w Locie 93 czy Ultimatum Bourne’a udowodnił, że potrafi utrzymać film na wysokich obrotach. To co jednak pokazał tutaj prześciga wszelkie jego dotychczasowe osiągnięcia. Kapitan Phillips jest opowiedziany w niesamowitym tempie, efektowny, chwilami aż nieprzyjemny ze względu na swoją narracyjną intensywność. Jest przy tym oczywiście dziełem stricte hollywoodzkim, ale trzeba w tym miejscu powiedzieć, że takie Hollywood chciałoby się oglądać codziennie. Greengrassowi udało się bowiem połączyć bardzo dobrą, chwilami ekscytującą akcję z prawdziwym dramatem załogi, kapitana, w końcu zagubionych piratów, którzy wpadli w sam środek międzynarodowego zamieszania, zupełnie przekraczającego ich wyobrażenia.

Co ważne kapitan Phillips nie jest posągową, wyidealizowaną postacią. Tom Hanks w swojej najlepszej kreacji od dekady idealnie wygrywa początkową pewność siebie kapitana, później strach, desperację, w końcu ulgę i niemożność wyrzucenia z siebie emocji – świetna, bardzo zniuansowana rola, za którą Hanks zapewne dostanie nominację do Oskara. Na takie wyróżnienie zasłużył także Barkhad Abdi grający lidera piratów Muse. Jego rola jest tym większym osiągnięciem, gdy dowiadujemy się, że nie jest on profesjonalnym aktorem, a naturszczykiem, prywatnie kierowcą – rewelacja!

Kapitan Phillips jest wielkim osiągnięciem Paula Greengrass jeszcze z jednego powodu – oglądając ten film ciężko o jednoznaczne oceny sytuacji, nie ma w nim czarno-białych sytuacji. Dzięki jego bardzo zręcznej narracji film nigdy nie przekracza granicy, po której przejściu powrotu już nie ma – pretensjonalnego, łzawego kiczu. Greengrass, z pomocą operatora Barry Ackroyda i fantastycznej muzyki Henry Jackmana, trzyma ten statek w ryzach i do ostatniej, porywającej sceny go nie wypuszcza. Momentami to naprawdę wielkie kino!

Stasierski_9