last vegas

Kilka powodów, dla których warto rozważyć obejrzenie „Last Vegas”:

1) Nie jest to film wybitny. Nie jest nawet bardzo dobry. Jest po prostu przeciętny. Ale na tyle przyzwoicie przeciętny, że całość trzyma się kupy. Nie ma tu mowy o kompromitacji ani żenadzie, jaka miała miejsce w filmie „Stand Up Guys”, gdzie lustrzany team oldboyów grał Al Pacino, Christopher Walken oraz Alan Arkin.

2) Zarty nie są pierwszej świeżości, ale nie schodzą jednak poniżej poziomu przyzwoitości. Nie ma tu więc „rynsztokowców”, po usłyszeniu których czerwienimy się ze wstydu (jak to miało miejsce w dwóch ostatnich częściach „Kac Vegas” albo, pożal się Boże, „Stand Up Guys„, gdzie Al Pacino bez zażenowania mówił młodym dziewczynom w klubie, że „w jego majtach pojawił się właśnie Mount Everest”. Najwięcej ubawu do filmu wnosi Morgan Freeman, który jest autorem najlepszej komediowej improwizacji, podczas której opisuje swój stan po upiciu się vodką z redbullem.

3) Fabularnie to „Kac Vegas” w wersji emerytalnej, gdzie drinki sponsoruje NFZ. Co jednak najważniejsze, film ma coś do powiedzenia. Dzięki temu w prosty sposób opowiada o przyjaźni między mężczyznami, która może trwać całe życie. Wyszło nienachalnie, bez banałów, całkiem smacznie. Paradoksalnie, film jest najlepszy wtedy, kiedy nie jest komedią, a lekkim dramatem.

4) Obsada. Tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Robert De Niro odpala petardę i gra na swoim poziomie, którego nie musi się wstydzić. Jego postać odpowiedzialna jest za dramatyczny pierwiastek historii. Morgan Freeman to pierwiastek komediowy. Michael Douglas to fabularny swing-man, natomiast Kevin Kline jest trochę na doczepkę. Naprawdę miło jest spędzić 100 minut w tym zacnym towarzystwie.

P.S– Ale i tak największym zwycięzcą jest ta polska aktorka, która zagrała zarówno w „Last Vegas”, jak i „Stand Up Guys’ – co oznacza, że była łącznie na planie z Robertem De Niro, Alem Pacino, Michaelem Douglasem, Christopherem Walkenem, Morganem Freemanem, Alanem Arkinem oraz Kevinem Klinem. Beat that!

Sobolewski_7

Na zdjęciu: Me & My Buddies