rush

Co roku kino raczy Nas jakimiś biografiami. Czasami jest to coś tak niejadalnego jak ostatni „jOBS’, a czasami ma do zaoferowania pełnokrwisty produkt taki jak Wyścig

Historia rywalizacji Nikkiego Laudy i Jamesa Hunta nie wszystkim jest szerzej znana. Mi nie była, choć Nikkiego Laude kojarzyłem (kiedyś mi wujek powiedział, jak go odwoziłem po jego imieninach, że jeżdzę po Wrocławiu nocą jak Nikki Lauda).

Do rzeczy. Fanem F1 nigdy specjalnie nie byłem (choć zachwycił mnie dokument Senna), a na Wyścigu bawiłem się przednio. Ron Howard dzielnie poradził sobie z przełożeniem tej historii na duży ekran. Jest tu wszystko czego możemy oczekiwać od filmowej biografii postaci ze świata sportu motoryzacyjnego. Masa trzymających w napięciu scen wyścigów (dough!), ładne panie i trzymające za gardło emocje.

Wizualnie to chyba najładniejsza biografia sportowa jaką nakręcono. Muzycznie za sterami Hans Zimmer więc sami wiecie, że wyżej się już nie da polecieć w budowaniu napięcia. Aktorsko sytuacja prezentuje się lepiej niż można się było spodziewać. Chris Hemsworth (Hunt) zaskakuje pokazując, że machanie młotkiem w Thorze to nie wszystko, na co go stać. Jeszcze lepszy jest Daniel Bruhl (Lauda) który, grając szczurkowatego pretendenta, sprawnie buduje autentyczność swojej roli.

Moja ulubiona scena? Ostatni wyścig w pełnej ulewie w Japonii. Perła!

Sobolewski_8