O największym wyzwaniu w swojej karierze opowiada nam Daniela Vega, która zagrała główną rolę w filmie Fantastyczna kobieta.

Orlando (Francisco Reyes) planuje urodzinową niespodziankę dla znacznie młodszej od niego partnerki, Mariny (Daniela Vega). Prezent wręcza jej podczas romantycznego wieczoru, który para spędza w Santiago na kolacji i tańcach. Po powrocie do mieszkania mężczyzna nieoczekiwanie słabnie. Marina zabiera go do szpitala, gdzie musi skonfrontować się z rodziną Orlanda, a także z wrogo nastawioną służbą zdrowia i policją. Wskutek tragicznych wydarzeń będzie musiała zawalczyć o prawo do swoich uczuć, godności, a nawet przeżywania żałoby.

Reżyser Fantastycznej kobiety wykazał się wyczuciem, obsadzając w głównej roli debiutantkę: Daniela Vega łączy na ekranie zmysłowość z siłą, a wrażliwość z uporem. Sebastián Lelio (twórca Świętej rodziny, Roku tygrysa czy Glorii) stworzył bohaterkę, która w pojedynkę – i w nienagannym makijażu – staje do walki z uprzedzeniami. Marina jest fantastyczną kobietą: nie daje się wpisać w żaden schemat i bezkompromisowo idzie pod prąd.

Michał Hernes: czym jest dla pani granie w filmach – wyzwaniem, misją czy zabawą?

Daniela Vega: to moja praca, dzięki której zarabiam i mogę płacić rachunki. Zawsze chciałam być artystą. Od kiedy pamiętam uwielbiałam teatr i śpiew. To wszystko jest moim życiem. Za misję uważam natomiast utrzymywanie się przy życiu, robiąc to, co się lubi. Pracowanie jako aktorka to zawód, w którym jest tyle godności, jak w  każdym innym, na przykład ogrodnika, dziennikarza czy tłumacza.

Skoro uwielbia pani śpiew, ciekawi mnie, jakie są pan ulubione piosenkarki?

Madonna i Rocio Jurado, hiszpańska śpiewaczka flamenco, która już niestety nie żyje. Mam słabość do muzyki sentymentalnej. Jurado to moim zdaniem największa diwa muzyki pop. Lubię też Marię Callas. Nie wiem czemu, ale bardziej ciągnie mnie w stronę kobiet – śpiewaczek, niż śpiewających mężczyzn. Być może wynika to z faktu, że mogę się w tym odnaleźć jako kobieta. Jak każdy zakochiwałam się i odkochiwałam, a w danym momencie muzyczne utwory rezonowały z moimi przeżyciami.

Co jest dla pani ważniejsze – muzyka czy filmy?

Muzyka bez obrazu niewiele mówi i analogicznie obraz bez muzyki nie jest kompletny. To tak samo jak połączenie serca i umysłu.

Czego można się dowiedzieć o sobie, oglądając filmy albo słuchając muzyki?

Wszystko zależy od punktu widzenia i tego, jak czujemy się we własnym ciele. Gdy jesteśmy źli, dochodzą do nas tylko bodźce pobudzające naszą złość. Kiedy zaś odczuwamy szczęście, nie zauważamy pewnych rzeczy i co innego w nas rezonuje. Porównałabym to do dnia i nocy. Czasem bardziej przemawia do nas jedno, a innym razem – drugie. Istota ludzka jest subiektywna i patrzy na wszystko przez pryzmat własnych odczuć i tego, w jakim momencie się wówczas znajdujemy.

Co zainteresowało panią w scenariuszu Fantastycznej kobiety?

Został napisany dla mnie. W trakcie naszej długiej współpracy i wymiany opinii, które trwały dwa lata, Sebastián Lelio mieszkał w Berlinie, a ja w Santiago. Po przeczytaniu scenariusza byłam pod wielkim wrażeniem Mariny – tego, jaką ma wielką ma w sobie siłę, jak nie poddaje się i idzie coraz dalej. Podąża za tym, co jest dla niej ważne. Otrzymałam od swojej rodziny bardzo dużo miłości, którą okazała mi babcia, mama, tata i brat. Jeżeli zaś dziecko wzrasta w miłości, miłość potrafi przenosić góry.

Jak wielkim wyzwaniem było dla pani zagranie Mariny?

To była najtrudniejsza praca, jaką mi do tej pory powierzono. Postać, którą gram jest bardzo złożoną osobą. Składa się z wielu warstw i wszystkie emocje Mariny widzimy w jej oczach. Dlatego nie mogłam jej zagrać w sposób przerysowany. Ona nie krzyczy i nie płacze, ma za to w sobie dużo godności. Sebastián Lelio poprosił mnie, żebym zagrała ją kładąc nacisk na emocje zawarte w spojrzeniu. W tym filmie bohaterka tylko raz się popłakała. Pamiętajmy zaś, że kręcenie filmu trwa dłużej niż dwie godziny jego trwania. To kilka miesięcy pracy, podczas których trzeba utrzymać w sobie te emocje. Z jednej strony było to trudne, a z drugiej to była wielka przyjemność.

Czy wierzy pani, że film jest w stanie zmienić coś w widzach?

Wydaje mi się, że nie ma dawać odpowiedzi, tylko zadawać widzowi pytania poprzez pokazanie pewnych emocji. Filmowa produkcja będzie kompletna wtedy, kiedy zostanie obejrzana przez widzów, którzy mogą zareagować konkretnymi emocjami. Nie wystarczy jej tylko nakręcić. To jak na monecie – jest awers i rewers. To jest w filmach najpiękniejsze.