Reżyser nagrodzonego Złotą Palmą w Cannes filmu „The Square” opowiada nam m.in. o fascynacji filmami na youtube i o tym, dlaczego w filmach powinno być więcej małp.

Michał Hernes: nawiązując do początku twojego filmu „The Square”, zastanawiam się , czy jesteś gotowy na wywiad. Ciekawi mnie też, na ile identyfikujesz się z bohaterem tej filmowej produkcji?

Ruben Östlund (śmiech): tak, jestem gotowy. Wykorzystałem w tym filmie wiele doświadczeń, jakie miałem z dziennikarzami. Nie chciałbym być jak on, ale – niestety – zdecydowanie kimś takim jestem.

W jakim sensie go przypominasz?

Realizując „The Square”, chciałem zagłębić się w tematy społeczne i polityczne, w społeczną odpowiedzialność. Zależało mi, by opowiedzieć o zmaganiu się z poczuciem wstydu i winy. Nie wiem, czy to typowo szwedzkie, ale na pewno jest to istotny element bycia człowiekiem we współczesnych nam czasach. Chciałem poruszyć pytania, które powinny być powszechnie zadawane. Powinniśmy wziąć za to odpowiedzialność jako społeczeństwo, ale zamiast tego sprowadzamy je do indywidualnego poziomu. Identyfikuję się z tym i w poczuciu wyższości przypominam trochę Christiana, bohatera mojego filmu.

square

Ufasz ludziom?

Zdecydowanie tak. Rzecz jasna, zależy to od kontekstu, ale wydaje mi się, że zaufanie jest czymś, co możemy dać, a w zamian za to otrzymać troskę, opiekę. Sami możemy zdecydować, czy chcemy żyć w społeczeństwie, w którym ufamy sobie i czerpiemy z tego korzyści. Odnoszę wrażenie, że paranoja rodzi się właśnie z braku zaufania i może skutkować odwetem. Mimo wszystko, patrzę na ludzi pozytywnie. Naprawdę uważam, że dobrze wychodzi nam współpraca i opiekowanie się sobą nawzajem. Powinniśmy bardziej troszczyć się o innych.

Czyli kochasz ludzi?

Tak, nie nienawidzę ich.

Współcześnie nie jest to łatwe i oczywiste.

Żyjemy w czasach, w których ludzie mocno koncentrują się na konfliktach, a problemy sprawiają nam dyskusje o nas samych i o tym, jak rodzą się w nas złe nawyki. Zamiast to robić, kierujemy palce w stronę innych, mówiąc, że ta osoba postąpiła źle. Osobiście zawsze staram się umieszczać istotę ludzką jako jednostkę w danym kontekście, strukturze, społeczeństwie. To ważne, żeby patrzeć na siebie w materialistyczny i indywidualny sposób.

Przypominała mi się historia zainspirowaną przeżyciem twojego ojca, która pojawia się w filmie.

Wiele mówi ona o zaufaniu w szwedzkim społeczeństwie. To wyjątkowe. W Szwecji bardzo sobie ufamy, ale w ostatnich latach to się zmienia. Pokolenie, które urodziło się w latach 80. ufa innym mniej niż poprzednie generacje. To bardzo ważne, żeby być w kwestii zaufania ostrożnym, bo odgrywa ono bardzo ważną rolę w komforcie naszego życia. Owszem, można opierać się na kłamstwie, ale jeśli się dojdzie do krawędzi, konsekwencje mogą być katastrofalne.

70th Cannes Film Festival - Closing ceremony - Cannes, France. 28/05/2017. Director Ruben Ostlund , Palme d'Or award winner for his film "The Square", reacts. REUTERS/Stephane Mahe - RTX3805F

 Czy masz zaufanie względem sztuki współczesnej?

(Śmiech): zarówno ufam jej, jak i nie ufam. Wydaje mi się, że dużą rolę odgrywają w niej pieniądze, kolekcjonowanie drogich dzieł sztuki, kupowanie i sprzedawanie, ale jeśli chodzi o samą sztukę, odnoszę wrażenie, że wzbudza mniejsze zainteresowanie, jest na dalszym planie.

Czy w sztuce współczesnej jest coś, w co naprawdę wierzysz?

Owszem, bardzo lubię wielu artystów mierzących się z nią. Przykładowo rosyjski performer Oleg, który pojawia się w „The Square”, zainspirował mnie do zrobienia imitacji małpy. Jego występy są bardzo inspirujące.

Scena z nim jest niesamowita.

Dziękuję!

W „The Square” występuje również prawdziwa małpa.

Uważam, że wszystkim filmom przydałyby się małpy. Kiedy pisałem scenariusz tej produkcji odnosiłem wrażenie, że czegoś mi brakuje i że potrzebne jest nam coś, co uczyni film bardziej dzikim i nieoczekiwanym. Wpadłem wtedy na pomysł, że bohaterka powinna mieć w swoim domu małpę. Lubię małpy, bo ludzie uwielbiają odnajdywać w nich siebie. Patrzą na nie, ale bez tego wszystkiego, czego wymaga od nas cywilizacja. Pozostają więc jedynie pierwotny instynkt i potrzeby. Patrzenie na nas w ten sposób może być wyzwalające.

Czy podobne masz odczucia, gdy patrzysz na wystawę „The Square”?

To symboliczne miejsce, które ma nam przypominać o wspólnej odpowiedzialności. Osobiście wolę porównywać je do przejścia dla pieszych, zamiast mówić o nim jako o dziele sztuki. To tylko symbol. W szwedzkim mieście, w którym wybudowano pierwszy square, aktywiści zaczęli go wykorzystywać na różne sposoby. Ci, którzy utracili dofinansowanie i wsparcie od państwa, protestowali przed tym miejscem. Protestowano tam również przeciwko terroryzmowi i przemocy. Dla mnie to niemal humanistyczny znak drogowy, nowy sposób na przypominanie nam o humanistycznych wartościach i problemach, z którymi zmagamy się od tysięcy lat.

To ważny i trudny temat. Jak wielkim wyzwaniem było dla ciebie napisanie scenariusza do tego filmu?

Trudność polegała na połączeniu ze sobą wszystkich tych elementów i uczynieniu z nich filmu, który ma sens i jest solidny.

Udało ci się to. Gratuluję. Bardzo podoba mi się również muzyka z tej produkcji.

To utwory amerykańskiego muzyka Bobby’ego McFerrina, autora wielkiego hitu „Don’t worry, be happy”. Wykorzystaliśmy w filmie jego utwór, który zagrał wspólnie z chińskim wiolonczelistą Yo To Ma. Bardzo chcieliśmy wykorzystać improwizowane dzieło jego autorstwa. Próbowaliśmy go zapytać, czy zaimprowizowałby nam coś na potrzeby filmu, ale niestety jest chory i nie mógł tego zrobić.

W „The Square” zachwyciło mnie także to, jak bardzo zabawny jest to film.

Nie dostrzegam sprzeczności w filmach, które są zabawne, a jednocześnie podejmują ważne tematy. Ogromnie kocham filmy Michaela Haneke, ale chciałem dodać humor do inspiracji, które czerpię z jego twórczości. Jako filmowiec bardziej porównuję siebie do Luisa Bunuela i satyrycznego spojrzenia, którym przepełnione są dzieła tego filmowca.

The-Square-feature-Palme-dOr-2017-The-Upcoming-6-1

Czego nauczyłeś się od Bunuela?

Jest autorem filmu o najlepszym, fantastycznym wręcz tytule – „Dyskretnego uroku burżuazji”, który sam w sobie jest bardzo inspirujący.

Czy chciałbyś zrobić remake filmu Hanekego, ale z poczuciem humoru?

(Śmiech): nigdy o tym nie myślałem, ale można by zrobić humorystyczną wersję „Miłości”. Mam osobisty stosunek do historii pary żyjącej ze sobą bardzo długo i do kobiety z udarem. W tej tragedii kryje się sporo humoru. To mogłoby być przepiękne, gdyby podkreślić komizm relacji między tą parą i ich codziennych zmagań.

Przepiękne jest też zakończenie filmu „The Square”.

Dziękuję. Zostało zainspirowane szwedzkim wierszem o mężczyźnie, który postąpił źle i stara się to naprawić, ale moment, kiedy było to możliwe przeminął, musi więc żyć z poczuciem winy. To było dla mnie bardzo inspirujące.

Również mam osobisty stosunek do twojego filmu. Pracowałem w muzeum w dziale P.R., wiem więc jak trudno przetłumaczyć język artystów na język dziennikarskich tekstów i komunikatów prasowych.

Tak, pełna zgoda, to bardzo zabawne!

Jaki jest najdziwniejszy artysta, jakiego spotkałeś?

Nigdy nie spotkałem Jonathana Messe, ale widziałem kilka jego klipów na youtube, na których jest razem ze swoją mamą. Stara się na nich wyjaśnić dziennikarzom, dlaczego salutuje niczym Hitler. Nie uważam tego za dziwne, ale uwielbiam patrzeć na te filmy. Musisz je obejrzeć! Przepiękny jest sposób, w jaki Jonathan próbuje tłumaczyć swoją sztukę, podczas gdy jego mama stoi obok i oczywiście nie podoba jej się ta nazistowska symbolika, ale go szanuje.

Co sądzisz o filmach na youtube?

To najważniejsza rzecz, jaka spotkała ruchome obrazy od początku historii kina. Jest ważniejsza nawet od dystrybucji kinowej. To bardzo demokratyczne, każdy może nagrywać i dystrybuować filmowe obrazy. Rzecz jasna, skutkuje to poszerzeniem się ogromnej bazy filmów, w której można odnaleźć mnóstwo przeróżnych rzeczy, ale przede wszystkim – kryje się tam dużo wiedzy! Youtube zmienił społeczeństwo; sprawił że z tekstowego przekształciło się w obrazkowo – informacyjne.

Czego się nauczyłeś z tych filmów?

Mogę podać ci przykład. Nie wiem, czy widziałeś film „Cab Driver on the BBC”. To fantastyczny klip, w którym taksówkarz przez pomyłkę trafił jako gość do serwisu informacyjnego w angielskiej telewizji. Dziennikarka wzięła go za eksperta od internetu, a gdy uświadomił sobie, że nastąpiła pomyłka, stanął przed dylematem, czy się do tego przyznać, czy udawać eksperta. Wybrał to drugie, próbował odpowiadać za zadawane pytania. Mówi to o bardzo dużo o nas, o tym że odgrywamy różne role i boimy się utraty twarzy. Gramy role nawet gdy król jest nagi i gdy nie wiemy, jak sobie z nią poradzić. Obejrzyj to, to przepiękne.

Zrobisz o tym film?

Ten taksówkarz przypomina mi pana Chance’’a z filmu „Wystarczy być” z Peterem Sellersem. Ktoś nagle staje się ekspertem w jakiejś dziedzinie, nie mając o tym pojęcia. Może zmierzę się z tym filmowo. To byłoby wyzwanie.

Rozmawiał: Michał Hernes