22.07 – dzień czwarty sponsorowany przez słowo „rozczarowanie”

„Cztery słońca”

Czeskie kino w niestety przeciętnym wydaniu tym razem. Zaskakuje to tym bardziej, że poprzednie filmy Bohdana Slamy – „Dzikie pszczoły”, „Szczęście” i „Mój nauczyciel” – były filmami znakomitymi. Tym razem jednak Slama nie za bardzo wie, co dokładnie chce nam pokazać. Wynikają z tego duże zmiany tonacji w filmie, które nie do końca pozwalają zaangażować się w ciekawą historię przeżywającej duży kryzys rodziny. Szczególnie wątek z samozwańczym mesjaszem jest tutaj bardzo nieudany. Reszta jednak bardzo dobra, z rewelacyjną rolą Anny Geislerovej na czele. 7/10

„Dziurka od klucza”

Jak na razie drugie pod względem znaczenia rozczarowanie festiwalu. Przy całej mojej miłości do niesamowite autorskiego kina Guya Maddina (inni pewnie by powiedzieli dziwactw tego reżysera), jego najnowszy film zawodzi, chwilami na całej linii. Znowu czerń i biel, znowu niemal hipnotyzujący klimat, znowu bardzo swobodne operowanie formą i fabułą. Coś jednak tutaj nie zagrało, chaos przezwyciężył precyzję realizacyjną, zabrakło koncentracji i chyba co najważniejsze z góry upatrzonego konceptu. Na otarcie łez znakomita rola Jasona Patrica. 5/10

„Za wzgórzami”

Bezapelacyjnie największy jak dotąd zawód. Drugi, po fenomenalnym debiucie „4 miesiące, 3 tygodnie, 2 dni”, film Cristiana Mungiu, nagrodzony w tym roku w Cannes nagrodą za scenariusz. Film przeraźliwie wręcz długi (2 i pół godziny), w którym absolutnie nic się nie dzieje. Historia życia klasztoru po przybyciu dziewczyny z zewnątrz jest niestety do bólu przewidywalna, mało odkrywcza, podana zupełnie bez tempa. Przy tym reżyser wpada w dwie skrajności – ostry realizm zderza z kiczowatym, przerysowanym zachowaniem zakonnic. Ciężko o bardziej karkołomne połączenie, któremu Mungiu nie sprostał. Ratują film świetne role aktorskie w gruncie rzeczy całej obsady. Poza tym nuda! Ocena wręcz za wysoka, jednak za mocno w pamięci zapada jego poprzedni film, żeby dać niżej 5/10

„Pierwsi w kosmosie”

Koszmar!!! Katastrofa!!! Film zaczynający się od trzech dobrych żartów, później jednak przez 75 minut (dzięki Bogu, że tylko tyle!!!) nie mówiący dokładnie o niczym. Miał to być ponoć mockument o radzickim programie podboju kosmosu z lat 30. Wyszło wprost niesamowicie źle! 1/10

Na otarcie łez – na zdjęciu najlepszy film festiwalu jak dotąd „Miłość” i jej gwiazda Jean-Louis Trintingant :)