Jak dobrze, że za ten temat nie zabrali się Amerykanie. Wtedy Villa Biondi, w której przebywali wszyscy chorzy, byłaby albo miejscem niezwykle przygnębiającym, albo przeciwnie koszmarnie przerysowanym. Tylko Europejczycy powinni opowiadać takie historie, bo tylko oni wiedzą jak ze smakiem, w formie kina przecież w całości mainstreamowego, dotykać tematów trudnych, niekiedy zupełnie niepasujących do komedii. Tak właśnie patrze na znakomite Zwariować ze szczęścia.

Zanim przejdę do meritum krótka refleksja na temat zeszłorocznych Europejskich Nagród Filmowych, które odbyły się we Wrocławiu. Przypominacie sobie może kto był nominowany w kategorii Europejska Aktorka? Przypomnę – wygrała Sandra Huller za Toniego Erdmanna, pozostawiając w tyle Trine Dyrholm z Komuny, Isabelle Huppert z Elle, panie z Juliety oraz Valerię Bruni Tedeschi właśnie ze Zwariować ze szczęścia. Co za kategoria, klękajcie narody! Oscary mogły tylko pozazdrościć kobiecych ról paniom z Europy. Piszę o tym nieprzypadkowo, bo film który obejrzałem jest kolejnym dowodem na to, że teraz w kinie rządzą kobiety. Przynajmniej po tej stronie kamery, którą widzimy.

1460716617494

Valeria Bruni Tedeschi, niesamowita tutaj, gra Beatrice, kobietę która nie wie do końca dlaczego jest zamknięta w zakładzie psychiatrycznym. My jednak się szybko w tym zorientujemy – jest niestabilna, wybuchowa. Przy tym jest jednocześnie urocza, energiczna. Powiedziałbym cudownie brawurowa. Genialnym kontrastem staje się dla niej Donatella (świetna Micaela Ramazzotti), zamknięta w sobie dziewczyna, której ze względu na próbę samobójczą odebrano syna. Od tego momentu kobieta szuka możliwości kontaktu z nim.

Panie tworzą europejską odpowiedź na Odd Couple – pochodzą z zupełnie innych środowisk, a jednak sytuacja i, jak się okaże później, osobowości zbliżają je do siebie. Reżyser filmu Paolo Virzi trzyma tę zwariowaną fabułę silną ręką. Są co prawda momenty, w których ewidentnie stara się nam wmówić, że warto przy tym filmie odpocząć. Ja jednak mówię Nie! – dlatego właśnie Zwariować ze szczęścia wypada najlepiej w momentach, w których fabuła pędzi jak szalona. Pędzi jak nasze uciekające wciąż bohaterki, stąd też film ten poza tym, że stanowi przykład wzorcowego europejskiego komediodramatu, jest też kinem drogi. W tej drodze właśnie bohaterki poznają swoje mocne oraz słabe strony, i zbliżają się do siebie. Widać narastające między nimi uczucia, pojawiające się zrozumienie. Nie sądzę, by znaleźli się widzowie, których serc ta relacja nie stopi, którzy nie poczują tego naturalnego uroku. Mnie zachwyciło jednak także to, że Virzi nie potraktował po łebkach innych postaci – oczywiście, że są one ekscentryczne, oczywiście, że bardziej są symbolami niż czymkolwiek innym. Jednak wciąż doskonale wpisują się w historię tej trudnej przyjaźni. Przyjaźni rodzącej się mimo przeciwności, w najtrudniejszej sytuacji życiowej, z której dużo ludzi przecież w ogóle nie wychodzi.

la-pazza-gioia-2016-large-picture

Zwariować ze szczęścia traktuje przecież o ludziach dotkniętych schorzeniami, które leczy się najtrudniej, bo nie są to zwykle schorzenia ciała a ducha. Jestem ostatnią osobą, która powiedziałaby, że ludzie chorzy na depresję czy innego typu choroby psychiczne, powinni się chować i udawać, że wszystko jest w porządku. Ten film, jakby nie był przerysowany, pokazuje, że także oni potrafią znaleźć zrozumienie, także oni będą w stanie odnaleźć w swojej sytuacji radość życia, o której dawno zapomnieli.

Mnie niemal do pełni szczęścia wystarczy więcej Valerii Bruni Tedeschi – co za energia! Czas spojrzeć na jej karierę bardziej uważnym okiem.