Francois Ozon: Nie jestem terrorystą, jeśli chodzi o filmy [WYWIAD]

Z francuskim reżyserem porozmawialiśmy – a jakże – o oglądaniu filmów uważniej i byciu zwodzonym przez filmowców. Jego „Podwójnego kochanka” od 25 sierpnia będzie można oglądać w kinach.

Telefoniczna rozmowa z Francois Ozonem miała miejsce dzięki uprzejmości Gutek Film.

Michał Hernes: jest pan już po wakacjach?

Francois Ozon (śmiech): nie, wciąż na nich jestem.

Czy oznacza to, że zbiera pan siły na robienie kolejnego filmu?

Pracuję nad nowym projektem. Piszę scenariusz, ale nie wiem jeszcze, kiedy go ukończę i kiedy będę mógł wystartować ze zdjęciami.

marine

Pracuje pan nawet w czasie wakacji?

Nawet w ich trakcie ciągle o czymś myślę. Dzielę mój czas między urlop a pisanie.

Gdzie spędza pan wakacje?

Na zachodzie Francji, ale niedawno wróciłem z Grecji, gdzie byłem dwa tygodnie.

Przejdźmy do pańskich filmów. Uwielbiam w nich to, że bywam zwodzony i oszukiwany.

Lubię grać z widownią – na tym polega część mojej pracy jako reżysera. W trakcie tworzenia filmu bardzo ważna jest dla mnie próba wczucia się w to, co widzowie czują i czego oczekują, a czego nie. Toczymy między sobą swego rodzaju grę.

Chce pan wygrać tę grę, czy żeby widzowie ją wygrali?

Tu nie chodzi o zwyciężanie, tylko o zabawę z konkretnym filmowym gatunkiem i dawanie widzom szansy do zadawania pytań dotyczących ich samych. Staram się nie wyjaśniać zbyt wiele i nie podsuwać im odpowiedzi. To interesuje mnie najbardziej, ale nie twierdzę, że wiem, jaka jest właściwa odpowiedź. Powtórzę: w moich filmach najważniejsze są pytania.

Uwielbiam oglądać pańskie filmy uważniej.

(Śmiech): czemu?

Szukam ukrytych w nich zagadek i sekretów.

Porównałbym to do podróży w głąb siebie.

Czego dowiaduje się pan o sobie oglądając filmy albo robiąc je?

To zależy od filmu. Każdy z nich jest inny i może cię nauczyć czegoś innego. Dla mnie to za każdym razem nowe doświadczenie, nowe wyzwanie i nowi aktorzy. Choć dzięki temu uczę się wielu nowych rzeczy, trudno mi precyzyjnie powiedzieć, czego się nauczyłem.

Jak ważne jest dla pana poczucie humoru w thrillerach takich jak „Podwójny kochanek”?

Kiedy robisz filmy podejmujące trudne tematy, ważne jest, żeby nie podchodzić do nich zbyt poważnie. Tak jak w życiu – potrzebne są poczucie humoru i dystans. Szczególnie w thrillerze istotne są momenty, w których widzowie mogą odetchnąć. Dlatego umieściłem je w „Podwójnym kochanku”. To było dla mnie ważne ze względu na tę historię.

Dlaczego zdecydował się pan właśnie na tę tematykę?

Bardzo podobała mi się książka napisana przez Joyce Carol Oates i opowiedziana w niej historia dziewczyny znajdującej się między dwoma bliźniakami. Uznałem, że ta opowieść idealnie nadaje się do przeniesienia jej na ekran. Wiedziałem, że ekranizując ją, mógłbym zabawić się gatunkiem i że to byłoby ciekawe dla aktorów, ale także dla mnie, bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobiłem. Wiedziałem, że w tym filmie warstwa estetyczna będzie odgrywała ważną rolę. Poza tym to była dobra okazja do zabawy z widownią wokół zagadnienia, co jest prawdą, a co snem.

fozi

Ten film to dla mnie guilty pleasure.

Czemu guilty? Nie musisz się czuć winnym, kiedy oglądasz film, nawet jeśli jest zły. To tylko przyjemność, w której nigdy nie ma dla mnie poczucia winy.

Czy oglądanie filmów wciąż sprawia panu przyjemność?

Tak, lubię je oglądać. Może nie oglądam ich tak wiele jak w czasach, gdy byłem młodszy i oglądałem wszystko, co się dało. Z wiekiem stałem się bardziej leniwy.

Ogląda pan blockbustery?

Czasem i potrafią dostarczyć mi frajdy. Nie jestem terrorystą, jeśli chodzi o kino. Wiem, że są różne rodzaje filmów i ważne jest, by bawić się różnymi gatunkami. Jednego dnia możesz lubić głupią komedię, a drugiego – film Ingmara Bergmana. Posiadanie różnych gustów nie jest dla mnie problemem.

Dostaje pan propozycje z Hollywood?

To nie moje klimaty i nie jestem pewien, czy dostałbym pełną swobodę twórczą, żeby zrealizować to, co chcę. Dostawałem wiele propozycji z USA, ale zrozumiałem, że o swobodzie nie byłoby mowy. Dlatego wolę pracować we Francji.

Co sądzi pan o filmach, również igrającego z widzami, Christophera Nolana?

Obejrzałem kilka jego filmów, w tym „Dunkierkę”, ale takie kino niespecjalnie mnie interesuje.

Porozmawiajmy więc o filmach, które pana inspirują. Czy obejrzał pan jakieś filmy przed przystąpieniem do prac nad „Podwójnym kochankiem”?

Nie musiałem, bo dostrzegłem w tej historii dużą siłę i potencjał. Dokładnie wiedziałem, co chcę zrobić. Powiedziałem natomiast Jeremiemowi Renierowi, żeby obejrzał kilka filmów z bliźniakami i sięgnął po „Nierozłącznych” Davida Cronenberga.

Co sądzi pan o „Nierozłącznych”?

Bardzo lubię ten film, ale widziałem go dość dawno temu. To mocne kino i uwielbiam patrzeć na grę Jeremy’ego Ironsa, ale „Podwójny kochanek” bardzo różni się od tego filmu. U Cronenberga historia została opowiedziana z punktu widzenia bliźniaków, a u mnie – z perspektywy dziewczyny.

marine-vacth-amant-double

Uwielbiam Marinę Vacth.

Kocham z nią pracować – spotkaliśmy się na planie po raz drugi. Wcześniej pracowałem z nią przy „Młodej i pięknej”.  Marina jest znakomitą aktorką i nie musi grać nadekspresyjnie. Kamera ją kocha i patrząc na nią, można wyczuć, że w jej wnętrzu kryje się to coś – wyjątkowa dusza i osobowość. To bardzo ważne dla tego typu postaci, kryjących w sobie sekrety.

Andrzej Żuławski chciał z nią pracować przed panem. Zobaczył jej zdjęcie w jednym z czasopism o modzie i pomyślał, że idealnie nadaje się na aktorkę.

Nie wiedziałem o tym. To interesujące, ale kompletnie mnie to nie dziwi, bo jest tego typu aktorką, którą by pokochał. Przypomniałem sobie właśnie, że ją również poprosiłem, by obejrzała film przed początkiem prac nad „Podwójnym kochankiem”. Było to „Opętanie” Żuławskiego z Isabelle Adjani. Kocham ten film, jest totalnie szalony. To jeden z jego najlepszych filmów.

Co jest dla pana ważniejsze – opowiadanie historii czy opowiadanie jej obrazami?

To drugie. To mój język jako filmowca, ale wiele zależy od danego filmu. Niektóre filmowe produkcje bardziej opierają się na dialogach, ale w przypadku „Podwójnego kochanka” warstwa wizualna odgrywa kluczową rolę. Ważne było dla mnie, by opowiedzieć tę historię obrazami.

W polskich kinach można też oglądać „Frantza”, w którym kolory odgrywają ważną rolę.

Decyzja, by nakręcić ten film w czerni i bieli wynikała nie tylko z przyczyn artystycznych, ale też ekonomicznych. Miałem poczucie, że ta opowieść będzie ciekawsza, jeśli opowie się ją w ten sposób, bo wszystkie filmy i zdjęcia z czasów pierwszej wojny światowej są właśnie w czerni i bieli. Zdecydowałem się na ten zabieg, ale jednocześnie nie mogłem porzucić koloru, którego jestem wielkim fanem. Zdecydowałem się więc, że kluczowe sceny w filmie będą w kolorze. Po pierwszej wojnie światowej miał miejsce okres żałoby, opłakiwania martwych osób z całej Europy, ważne było więc dla mnie, żeby za pomocą kolorów pokazać powracające życie. Kolor porównałbym do krwi bohatera – powraca do życia, co podkreślają właśnie kolory.

Kiedy oglądam czarno – białe filmy zastanawiam się, jakie kryje się za nimi kolorystyka.

(Śmiech): to prawda.

mar

„Podwójny kochanek” powstał na podstawie książki. Czy potrafi pan czytać bez wizualizowania sobie danych utworów literackich?

(Śmiech): to dla mnie bardzo trudne. Jak wspomniałem, lubię opowiadać historie obrazami i za każdym razem, gdy czytam książkę, mam w głowie obrazy. Czasem czytam książkę, w której nie dostrzegam obrazów i nie odczuwam wtedy tej samej przyjemności. To jakbym pracował przez cały czas. Jestem zawodowym opowiadaczem obrazami i mam z tym mały problem.

Jaki film obudził w panu pasję do kina?

Kiedy byłem dzieckiem, obejrzałem „Niemcy – rok zerowy” Roberto Rosselliniego i był to dla mnie wielki szok. Byłem pod ogromnym wrażeniem tej produkcji i bardzo mnie poruszyła, bo jej bohaterowie byli w moim wieku. Dzięki temu nagle uświadomiłem sobie, że kino nie służy jedynie rozrywce. Wcześniej oglądałem tylko disnejowskie filmy albo francuskie komedie. Obejrzenie filmu o młodym bohaterze walczącym o życie w Berlinie po wojnie domowej uświadomiło mi, jak wielką siłę może mieć w sobie kino. Właśnie wtedy zdecydowałem, że zostanę filmowcem. Swoją drogą, nigdy więcej już tego filmu nie obejrzałem.

Czy wierzy pan, że filmy są w stanie coś zmienić?

Jak wspominałem na początku, wydaje mi się, że mogą pomóc ci w lepszym zrozumieniu siebie samego i świata, choć nie wiem, czy potrafią zmienić świat. Jeśli chcesz zrobić polityczny film, stanie się propagandą i straci ducha kina. Może niektóre pozwalają ludziom lepiej zrozumieć siebie i zmienić się? Kilka filmów odmieniło mnie, ale nie zmieniło świata. W trakcie ich oglądania dowiedziałem się o sobie wielu rzeczy, na przykład, że że odczuwam to samo co jego reżyser i że jest on w stanie opowiedzieć o tym, co skrywa moja dusza i czego sam bym nie odkrył.

Rozmawiał: Michał Hernes.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Start typing and press Enter to search