Top 2025 – najlepsze filmy obejrzane w dystrybucji kinowej

W ostatni dzień 2025 roku przychodzę do Was z topką moich ulubionych filmów obejrzanych w oficjalnej dystrybucji kinowej w kończącym się roku. Każdy z tych tytułów z czystym sumieniem mogę polecić, obrazy te wywołały we mnie szerokie spektrum emocji – od dziecięcego zachwytu, po łzy wzruszenia. Zatem nie przedłużając, oto moja tegoroczna złota dziesiątka.

Maria Callas, reż. Pablo Larraín – obraz ten jest dogłębnie poruszający, podczas seansu wielokrotnie ocierałem, spływającą po policzku, łzę. To hołd dla niesamowitej duszy, która przedwcześnie opuściła nasz świat. Ale nagrania głosu najcudowniejszego z ludzkich ptaków pozostaną z nami na wieki.

Zgiń kochanie, reż. Lynne Ramsay – imponująca reżyseria Lynne Ramsay i jeszcze bardziej efektowne aktorstwo Jennifer Lawrence. W idealnym świecie takie filmy walczyłyby o Oscary. O wielu twarzach macierzyństwa w nietypowej, lekko psychodelicznej formie. Szarża w najlepszym wydaniu.

Nasienie świętej figi, reż. Mohammad Rasoulof – wielki krzyk irańskiego społeczeństwa – „chcemy wolności”. I mam nadzieję, że tym razem świat usłyszy tę wiadomość. Trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Prawdopodobnie w kinie w tym roku nie było ważniejszego społecznie filmu.

Nosferatu, reż. Robert Eggers – Eggers po raz kolejny udowodnił, że reżysersko nie pudłuje. Jego wersja klasycznej opowieści o Nosferatu to prawdziwa inscenizacyjna perełka i jeden z najpiękniej nakręconych filmów ostatnich lat. Do tego imponująca, fizyczna kreacja Lily-Rose Depp oraz demoniczny w tytułowej roli Bill Skarsgård. Już się nie mogę doczekać przyszłorocznego Werwulfa.

Sirât, reż. Oliver Laxe – chyba największa niespodzianka tego roku. Przed seansem Sirâtu najlepiej wiedzieć o nim jak najmniej i dać się zaskakiwać na każdym kroku. Roztańczony pustynny rave i człowiek w obliczu zbliżającej się apokalipsy. Emocjonalny rollercoaster.

Wicked: Na dobre, reż. Jon M. Chu – dobrze żyć w świecie, w którym istnieją takie historie, takie filmy i tacy piękni ludzie, którzy potrafią poruszać serca innych. Cieszę się, że wciąż pozostaje miejsce na takie wysokobudżetowe projekty pokroju „Wicked”. Projekty, które pokazują nam jakim skarbem są ludzkie emocje. To one sprawiają, że nasz świat staje się lepszym miejscem. Przepiękne domknięcie historii o przyjaźni Elfaby i Glindy.

Grand Tour, reż. Miguel Gomes – obraz utrzymany w tonie przepełnionym liryzmem, baśniową aurą, a także przyjemnie sączącym się melancholijnym upływem czasu. Ten filmowy spacer po azjatyckich dżunglach był niczym rześkie powietrze budzącego się dnia, rosą skapującą na policzek.

Jedna bitwa po drugiej, reż. Paul Thomas Anderson – lata mijają, rządy i nastroje społeczne zmieniają wektory, ale jedno pozostaje niezmienne – PTA wciąż nie przestaje kręcić arcydzieł. Wygląda na to, że mistrz w końcu doczeka się swoich zasłużonych Oscarów. Ten sezon należy do niego!

The Brutalist, reż. Brady Corbet – film-monolit. Pamiętam moje emocje towarzyszące podczas weneckiego pokazu. Czuło się atmosferę wielkiego filmowego wydarzenia, czegoś co na stałe zapisze się złotymi literami w historii kina. Dzieło na miarę największych mistrzów kina.

Emilia Pérez, reż. Jacques Audiard – film, który widziałem już pięciokrotnie i wciąż mi mało. Absolutnie szalony musical, który posiada wszystkie elementy, za które pokochałem kino. Dla mnie nie było bardziej spełnionego dzieła w tym roku. Do dzisiaj nucę te przecudowne piosenki.

    Start typing and press Enter to search