Gorąca rywalizacja – serial, który okazał się światowym fenomenem

Na platformie HBO Max można w końcu oglądać pełny pierwszy sezon „Gorącej rywalizacji”. Planowałem Wam o tym napisać już w…piątek, ale nie zawsze się da. Kochani…powiem Wam tyle: ten serial to prawdziwe wydarzenie. Zaskakujące wydarzenie, bo absolutnie nikt nie spodziewał się, że ta historia, oparta na nieznanej w Europie serii książek Rachel Reid może w takim stopniu zawojować świat. I stać się takim fenomenem.

Szczególnie, że nie zapowiadały tego wcale 2 otwierające odcinki. Jednak jeśli się nie odbijemy od nich, jak hokeiści od bandy lodowiska, to później trudno będzie nam wysiąść z tego pociągu. Ja w do tego stopnia wsiąkłem w historię, że przy oglądaniu 3. odcinka, zapomniałem…wysiąść na stacji z pociągu. To właśnie w trzecim odcinku zaczynamy poznawać historią Scotta i Kipa, których obserwujemy jeszcze w jednym momencie tego sezonu. To dzięki tej innej perspektywie, opowieść o Shanie i Ilyi dostaje drugi oddech. To #Skip (Scott & Kip) stają katalizatorem wydarzeń z ostatniego kwadransa odcinka piątego i pośrednio odpowiadają za to co się dzieje w finale sezonu.

Kilka słów o tych dwóch odcinkach – 5. i 6. odsłona pierwszej serii „Gorącej rywalizacji” to coś zupełnie odrębnego, także pod katęm realizacji. Dawno nie czułem tak dużego podekscytowania jakimkolwiek serialem czy filmem, jak w trakcie oglądania tych w sumie prawie 2 godzin opowieści o hokeju na lodzie, sporcie, który interesuje mnie co najwyżej umiarkowanie, a i to byłaby zapewne przesada. Jednak Jacob Tierney, showrunner serialu, będący scenarzystą i reżyserem wszystkich odcinków, wycisnął z książek oraz ze swoich aktorów wszystko co można było, dokładając od siebie wiele ciekawych pomysłów na inscenizację scen, wybór ujęć, dobór muzyki (finał 5. odcinka to najbardziej inspirująca ścieżka dźwiękowa ostatnich paru lat).

Powstał serial, który poruszy największego nawet cynika, rozbawi największego nudziarza, i będzie powtarzany przez każdego, kto chociaż na chwilę zawiesi na nim swój wzrok. Coś niesamowitego i, jak wspomniałem, niespodziewanego. Zarówno dla mnie jako widza, jak i pewnie dla wszystkich zaangażowanych. Po stronie aktorskiej kilkoro trzeba wymienić:

Connor Storrie czyli Ilya – objawił się talent, który powinien pozostać z nami na lata. Podobnie jak Hudson Williams czyli Shane Hollander. Francois Arnaud – swego czasu Cesare Borgia, tutaj objawia się jako najodważniejszy z naszej ekipy ukrywających się hokeistów. Robbie G.K. czyli ten „szalony” barista, którego tajną bronią jest banan i niezmożliwie zaraźliwy uśmiech. Niemniej ważne od tej czwórki są panie, na czele z najwspanialszą matką telewizji Christiną Chang (na zdjęciu) – nawiązania do Jennifer Garner czy Michaela Stuhlbarga nieprzypadkowe.

I powtórzę jeszcze raz dwa nazwiska, które stanęły za kamerą: autorka książki Rachel Reid i showrunner Jacob Tierney. Oby w drugim sezonie poszło im tak dobrze, jak przy pierwszym. Który obejrzę na pewno jeszcze kilka razy, w oczekiwaniu na 2027 rok.

Autor: Maciej Stasierski

Start typing and press Enter to search