Wenecja 2026 – Ink

Papier przyjmie wszystko

„Ink” Danny’ego Boyle’a oficjalnie otworzył tegoroczny La Biennale di Venezia. Co ciekawe w kwietniu na CinemaConie podczas prezentacji pierwszych fragmentów reżyser wraz z producentami mówili, iż film będzie gotowy dopiero w przyszłym roku. Niespodziewanie Boyle w ekspresowym tempie dokończył postprodukcję i już teraz możemy podziwiać efekty jego pracy. A jest co podziwiać!

„Ink” to prawdziwy filmowy rollercoaster pędzący z prędkością światła opowiadający historię powstania jednej z największych korporacji medialnych świata. Rupert Murdoch (Guy Pearce) proponuje Larry’emu Lambowi (Jack O’Connell) przejęcie podupadającej gazety The Sun i na jej zgliszczach stworzenie zupełnie nowej jakości porannej gazety. Lamb kompletuje swoją ekipę redaktorów zaczynając nowy etap nie tylko swojego życia, ale jak się okazało, całej brytyjskiej społeczności. Odważne pomysły, brak pruderii, „edukacyjne” pikantne treści zdobiły karty codziennej prasy. Obserwujemy jak na cynicznych fundamentach rosnącej kontrowersji rodzi się nowy typ „pudelkowego” dziennikarstwa.

Boyle ani na moment nie zatrzymuje rozpędzonej do granic możliwości tej filmowej, dudniącej maszyny drukarskiej. Już od pierwszej sceny bawi się odjechanymi pomysłami montażowymi (kto wie, może za rok pojawi się w tej kategorii na Oscarach) jednocześnie dając swoim aktorom dużą dawkę swobody do szarży. Jack O’Connell odpiął wrotki i dostarczył jedną z najlepszych, jak dotąd, kreacji tego sezonu, a partnerujący mu Pearce kradnie każdy centymetr ekranu. Poza tymi dwoma wyróżniającymi się kreacjami mamy do czynienia z definicją prawdziwego cast ensemble, mnóstwo ciekawych drugoplanowych kreacji dopełnia seans o niezwykłe aktorskie wyczyny.

Jednak muszę dołożyć trochę dziegciu do tej beczki miodu. Zakończenie stanowi niepotrzebna mocna kropka nad „i” odwołująca się do współczesnych realiów. Boyle chciał podkreślić, iż początki tzw. kultury fejk newsów miały miejsce właśnie wtedy, podczas powstawania nowej odsłony The Sun. Nie musieliśmy mieć takiego potwierdzenia, bowiem historia przemawia sama za siebie. Te ostatnie kilka minut zepsuło mi nieco odbiór całości… To wciąż dobre kino, ale apetyty z pewnością były większe.

Autor: Mateusz Rot

Start typing and press Enter to search