Podróż do wnętrza Ziemi
„Bucking Fastard” to pierwszy od siedmiu lat fabularny film Wernera Herzoga, który początkowo miał być w programie canneńskiego festiwalu, jednak w ostatniej chwili został wycofany i przeniesiony do weneckiego konkursu (oj żałuj Panie Fremaux…).
Obraz niemieckiego reżysera wychodzi od nietypowego konceptu – oto dwójka sióstr (grane przez siostry Mara) łączy dziwaczna więź, a w zasadzie jakieś niewytłumaczalne połączenie umysłów powodujące, iż myślą, mówią, robią i kochają te same osoby. Jest to nietypowy przypadek sióstr syjamskich połączonych nie ciałem, a intelektem.
Herzog bawiąc się pomysłem wyjściowym kreuje ryzykowny, pozbawiony reżyserskich hamulców projekt, który z pewnością podzieli publiczność. Fabuła stanowi bowiem w nim jedynie pretekst do spojrzenia w głąb szalonych umysłów swoich bohaterek oraz próbę stworzenia kina przepełnionego oniryzmem lynchowskiego stylu (sam film zresztą jest zadedykowany zmarłemu w zeszłym roku Mistrzowi). W najnowszym dziele Herzoga mało jest historii, więcej zaś impresji. Spokojnie można porównać go do afabularnych arthouse’owych projektów spod znaku nowohoryzontowego Frontu Wizualnego.
Nic więc dziwnego, że „Bucking Fastard” podzielił widzów. Ci którzy poszukują w kinie opowieści po prostu jej nie znajdą. Ci zaś, dla których kino jest sensoryczną podróżą z pewnością odnajdą w nim swoją duszę. Podczas oglądania wielokrotnie przypominały mi się późne filmy naszego polskiego reżysera Lecha Majewskiego. Podobna wrażliwość oraz zmysł do kreowania świata poprzez obrazy odwołujące się do mistrzów poprzednich epok. Herzog świadomie zrezygnował z dramaturgii na rzecz medytacji. Przykładowo mamy tutaj kilkunastominutową scenę kopania tunelu oraz chodzenia po jaskiniach.
Reżyser nie idzie na skróty, wierzy w cierpliwość widza oraz jego chęci do poszukiwania odpowiedzi na filozoficzne pytania. Właśnie za takie podejście cenię Herzoga, a także jego nowy film.
Autor: Mateusz Rot