Wenecja 2026 – Possible Love

Ostrożnie, pożądanie

„Możliwa miłość” Lee Chang-donga to film, z którym wiązałem największe oczekiwania podczas tegorocznego festiwalu. Na kolejne dzieło koreańskiego mistrza musieliśmy poczekać aż osiem lat, a droga do tego obrazu była wyjątkowo wyboista. U samych podstaw miał być remakiem dziewiątej części „Dekalogu” Kieślowskiego (Maciej Musiał i Krzysztof Piesiewicz są producentami), jednak z czasem projekt ewoluował i przekształcił się jedynie w wariację na temat przykazania „nie będziesz pożądał”. Może to i dobrze, patrząc jak Asghar Farhadi nieudolnie próbował w „Historiach równoległych” naśladować styl polskiego reżysera.

Lee Chang-dong postanowił pójść swoją drogą, a z konceptu jednego z przykazań dominujących nad opowieścią uczynił ciekawy punkt wyjścia. Koreański twórca na siłę nie próbował wchodzić w metafizyczne buty Kieślowskiego, a zaczerpnął z jego dzieł jedynie moralny trzon historii. W efekcie jego nowy obraz łączy ze sobą nieco surowe w formie socrealistyczne kino o prawach pracowników przypominające dokonania brytyjskiego reżysera Kena Loacha z dysputą moralną znaną z „Dekalogu”.

Początkowo ciężko było mi wejść w rytm „Możliwej miłości” przepełnionej morzem dialogów, chropowatej kamery rodem z kina dokumentalnego (zresztą jedna z bohaterek to reżyserka kręcąca dokument o klasie robotniczej) oraz interwencyjnego tonu całości. Nie ukrywam, iż jeszcze długo po seansie musiałem oswoić się z myślami, bo spodziewałem się zupełnie innego typu kina. U Lee Chang-donga zwykle obecny był pierwiastek jakiejś bliżej nieokreślonej materii duchowości, tajemnicy, a także magicznych przebłysków czystego piękna. Niestety reżyser w swoim nowym filmie ograniczył je do minimum skupiając się na socrealistycznym wymiarze historii.

Fabuła krąży wokół dwóch małżeństw – jedna przedstawia bogatą klasę społeczną, druga zaś proletariat. Twórca w licznych dialogach przeprowadza widza przez tematy odnoszące się między innymi do nierówności ekonomicznych, skomplikowanych relacji rodzinnych zmagających się z trudnościami finansowymi, a z drugiej strony tzw. problemami pierwszego świata. Sang-woo jest CEO jednej z koreańskich korporacji, a jego żona Ye-ji zajmuje się kręceniem niezależnych filmów. Jest w trakcie realizacji dokumentu o robotnikach pracujących w nowoczesnej fabryce. Z drugiej strony małżeństwo Ho-seok i Mi-ok, którzy stają się bohaterami filmu reżyserowanego przez Ye-ji.

Lee Chang-dong wychodzi więc od pomysłu nakręcenia filmu w filmie oraz próby skomentowania sytuacji ekonomicznej współczesnej Korei poprzez podwójną paralelę. Nie ukrywam, iż miałem spory problem ze znalezieniem się w tym świecie. Przez większość seansu obserwowałem go będąc jakby z boku całej sytuacji, ciężko było mi się emocjonalnie zaangażować w tę opowieść. Jednakże „Możliwa miłość” podziałała na mnie z opóźnionym zapłonem, musiałem go przemyśleć, a także przespać się z myślami kłębiącymi się po seansie.

Dzieło to z pewnością znajdzie swoich wyznawców, być może pojawi się nawet na wszelkich topkach roku najważniejszych zagranicznych czasopism. Chciałbym go tak pokochać, ale niestety nie mogę; zbyt zdystansowane emocjonalnie kino zaproponował tym razem koreański mistrz.

Nie pożądaj żony bliźniego swego, ani żadnej rzeczy, która jego jest. Przykazanie tak proste w wydźwięku, a tak złożone w praktyce.

Autor: Mateusz Rot

Start typing and press Enter to search