Kroniki lasu. Wildwood – Warszawski Międzynarodowy Festiwal Filmowy 2026

W krainie wyobraźni

Jednym z największych wydarzeń tegorocznego Warszawskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego był z pewnością pokaz najnowszej animacji poklatkowej studia Laika, „Kroniki lasu. Wildwood”. W 2021 roku reżyser Travis Knight rozpoczął mozolny (jak się okazało ponad pięcioletni) proces tworzenia prawdopodobnie najbardziej ambitnej produkcji poklatkowej w historii. Niedawno pojawił się artykuł, w którym według doniesień Jeffa Sneidera budżet tego dzieła wyniósł ponad 400 milionów dolarów stając się nie tylko najdroższym filmem animowanym w historii, ale swoimi kosztami wyprzedził nawet takie tytuły jak „Avengers: Koniec gry” czy „Avatara: Istotę wody”. Ile w tym prawdy pewnie nigdy się tego nie dowiemy, ale zważywszy na więzy rodzinne reżysera z miliarderem Philem Knightem taki budżet rzeczywiście mógł być realny. W efekcie gargantuicznej wprost rozmiarów produkcji otrzymaliśmy obraz, który swoją skalą przebija wszystko, co do tej pory widzieliśmy w świecie animacji poklatkowej. Spokojnie można stawiać go na równi z trylogią „Władcy Pierścieni” czy potężnymi spektaklami podpisanymi przez Jamesa Camerona. Tym większy ból, że „Wildwood” w amerykańskich kinach zaliczył niestety bardzo słabe otwarcie przynosząc jedynie 11 mln dolarów przychodu… Ale widocznie niektóre filmy nie są robione z myślą o pieniądzach, a po prostu chcą przyczyniać się do rozwoju kina jako sztuki.

Już od pierwszej sceny Knight daje nam do zrozumienia, iż nie będzie to kolejna bajka dla dzieci (zabranie ze sobą swoich pociech na seans może skończyć się traumatycznie!), bowiem już w pierwszej minucie jedna z postaci popełnia samobójstwo. W tak drastycznym tonie reżyser nadaje mroczny, pełen brutalności odcień swojej opowieści. Główną bohaterką „Wildwood” jest nastoletnia Prue McKeel, której życie zmienia się w chwili, gdy jej kilkuletni brat Mac zostaje porwany przez stado tajemniczych wron. Prue wraz ze swoim szkolnym kolegą Curtisem wyruszają w niebezpieczną podróż do Zakazanego Lasu – miejsca przepełnionego magią, gadającymi zwierzętami oraz bandytami skrywającymi dziwne sekrety. W trakcie poszukiwań bohaterka odkrywa, iż porwanie jej brata ma związek z wydarzeniami, których wcześniej dopuścili się jej rodzice. Czarna magia, a wręcz okultyzm dosłownie upomina się o swoje dzieci. Bohaterowie muszą stawić czoła konfrontacji z pewną skrywaną tajemnicą rodzinną z przeszłości.

Muszę przyznać, że przed seansem nie spodziewałem się animacji o takiej skali. Zwiastun co prawda już wyglądał imponująco, ale sam film przebił go jeszcze bardziej. Jest tu scena, która dosłownie może równać się z Bitwą o Helmowy Jar z „Władcy Pierścieni”. Setki postaci, mnóstwo wybuchów, a także strategicznych zabaw rodem z gry Heoroes III. To wszystko nie zostało wygenerowane w programie komputerowym, a ręcznie, klatka po klatce, ustawiane na planie filmowym. Za coś takiego należą się im wszystkie nagrody świata. Ogrom pracy (i serca) włożony w proces jego tworzenia zaowocowało jedną z najlepszych animacji ostatnich lat. Podczas oglądania niejednokrotnie łapałem się za głowę nie dowierzając w to, co właśnie zobaczyłem. Nie sądziłem, że technika animacji poklatkowej jest w stanie zajść aż tak daleko. Jednak na szczęście „Wildwood” to nie tylko popis kunsztu animatorów, ale przede wszystkim tętniąca życiem opowieść, która jest istnym triumfem kreatywności ludzkiej wyobraźni. Chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, że oto właśnie poznaliśmy przyszłorocznego zwycięzcę Oscara dla najlepszego pełnometrażowego filmu animowanego.

Najbliższa okazja do obejrzenia „Kronik lasu. Wildwood” na American Film Festival, a w polskich kinach oficjalnie od 1 stycznia 2027 roku dzięki Monolith Films.

Autor: Mateusz Rot

Start typing and press Enter to search