Wracamy do domu. Czyli dokąd?
Po sukcesie „Zimnej wojny” droga do kolejnego filmu Pawła Pawlikowskiego była zaskakująco kręta. Początkowo następnym projektem reżyserskim miało być zapowiedziane w 2022 roku „The Island” z Joaquinem Phoenixem i Rooney Marą jednak tuż przed rozpoczęciem zdjęć z uwagi na strajk scenarzystów i wycofanie się jednego z inwestorów twórcy zmuszeni byli zawiesić plan. Jak się później okazało tytuł ten ostatecznie trafił na półkę niezrealizowanych pomysłów… Na wieści o skrystalizowaniu się nowego obrazu Pawlikowskiego musieliśmy poczekać dodatkowe trzy lata, bowiem dopiero w 2025 roku sieć obiegła informacja o ekranizacji przez niego powieści Colma Tóibína „Czarodziej” opowiadającej o życiu Tomasza Manna. Za produkcję, oprócz stałej producentki Ewy Puszczyńskiej, odpowiadał między innymi nominowany do Oscara Edward Berger (reżyser „Konklawe” oraz „Na Zachodzie bez zmian”), a same zdjęcia odbywały się przede wszystkim u nas, na Dolnym Śląsku. Natomiast w główne role rodziny Mannów wcielili się Sandra Hüller (która gra w tym roku w aż czterech głośnych filmach!), Hanns Zischler oraz znany z „Ukrytego życia” Terrence’a Malicka August Diehl. „Ojczyzna” parę tygodni temu otrzymała nagrodę za reżyserię na festiwalu filmowym w Cannes i już teraz możemy ją oglądać na licznych pokazach przedpremierowych. Czy jednak prestiżowe wyróżnienie okazało się słusznym werdyktem? W moim odczuciu odpowiedź jest jednoznaczna.
Fabuła „Ojczyzny” krąży wokół kilku motywów: z jednej strony rozliczenie Niemców z własnymi demonami pohitlerowskiej i powojennej rzeczywistości, z drugiej zgłębienie tematu relacji rodzinnych państwa Mannów, z trzeciej zaś poszukiwanie własnej przynależności narodowej po latach życia na emigracji (ten ostatni zdaje się być szczególnie bliski biografii samego reżysera). To wszystko udało się Pawlikowskiemu zawrzeć w zaledwie 80 minutach filmu. Akcja rozgrywa się w 1949 roku, gdzie Tomasz Mann (Hanns Zischler) wraz ze swoją córką Eriką (Sandra Hüller) przylatują do Niemiec by uroczyście odebrać nagrodę im. Johanna Wolfganga von Goethego za wybitny wkład w niemiecką literaturę. Najpierw odwiedzają Frankfurt, będący pod amerykańską kontrolą, później natomiast wyruszają w podróż po zniszczonych wojną Niemczech do Weimaru po stronie sowieckiej (miasta, w którym zmarł Goethe) by i tam wygłosić swoją laudację. Podczas tych kilku dni Mann musi stawić czoła licznym pytaniom kłębiącym się w głowie po trującej przez lata Niemców nazistowskiej ideologii, która doprowadziła do prawdopodobnie największej tragedii w historii ludzkości – II Wojny Światowej. Noblista czuje wyrzuty sumienia za to co zrobili jego rodacy i jest mu wstyd, że kraj Goethego oraz Bacha dopuścił się takiej zbrodni. Ma świadomość, iż od teraz Niemcy będą rodzić się z piętnem historii, której nikt już nie wymaże (i wymazać nie powinien). Ale wciąż to jest jego ojczyzna, do której tęskni, zaś wybrzmiewający Bach w ruinach kościoła przypomina mu skąd pochodzi.
Paweł Pawlikowski po raz kolejny udowadnia jak doskonale panuje nad filmową materią tworząc skrupulatnie utkaną sieć znaczeń, odniesień oraz symboli. „Ojczyzna” wielokrotnie przypominała mi dokonania Ingmara Bergmana, a w szczególności „Tam, gdzie rosną poziomki”, do której bezpośrednio odwołuje się w scenie snu. Czuć, iż polski reżyser ma ambicje celować najwyżej jak tylko się da. Co więcej, on wychodzi z tego obronną ręką! Nie dziwi więc fakt, że tak świadoma i precyzyjna reżyseria została nagrodzona na najważniejszym festiwalu na świecie. Film ten skłania do refleksji i jest ważnym głosem w świecie, w którym niestety ponownie rodzą się demony nazizmu i antysemityzmu. Pawlikowski przypomina o tym, że historia lubi zataczać kręgi i naszym obowiązkiem jest tłumienie brunatnego świata w zarodku. Zło jest bliżej niż myślimy, które często przychodzi w białych rękawiczkach pod płaszczykiem dobrych intencji. Między innymi po to są artyści i ich sztuka, żeby ciągle o tym przypominać.
„Ojczyzna” do obejrzenia na licznych pokazach przedpremierowych, a od 19 czerwca we wszystkich kinach.
Autor: Mateusz Rot