„Fragment z bykiem, który mieszka razem z rodziną, został zainspirowany tym, że mój syn miał niewidzialnego przyjaciela, którym był akurat… byk – mówi György Pálfi, reżyser filmów „Swobodne opadanie” i „Kura”.
„Kura” jest w programie 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty, a węgierski filmowiec będzie jednym z gości festiwalu (więcej informacji o filmie znajduje się TUTAJ).
Z tej okazji przypominam mój wywiad z węgierskim reżyserem o filmie „Swobodne opadanie”, który był pokazywany podczas 14. edycji MFF T-Mobile Nowe Horyzonty.
Michał Hernes: Oglądając pańską nową produkcję, „Swobodne opadanie”, zacząłem się zastanawiać, co sądzi pan na temat kondycji istot ludzkich.
György Pálfi: Mój film jest próbą odpowiedzi na to pytanie. Nasze możliwości są dokładnie określone przez biologiczność. Ludzi charakteryzują następujące potrzeby fizjologiczne: jedzenia, picia, odpoczynku, seksu i przyjemnych doznań zmysłowych. Cała reszta jest tylko dodatkiem. Interesuje mnie zgłębianie podstawowych potrzeb.
W trakcie oglądania pańskiego filmu przypomniało mi się „Widmo wolności” Luisa Bunuela i scena, w której bohaterowie spożywają posiłki w toalecie, a sikają przy stole.
Hiszpański reżyser był jednym z ostatnich twórców, który miał możliwość eksperymentowania w filmach pełnometrażowych i wychodzenia w nich poza schematy. „Swobodne opadanie” powstało, ponieważ dostałem pieniądze przed rozpoczęciem pracy nad scenariuszem i mogłem robić, co chciałem. W dzisiejszych czasach to rzadkość, filmowe projekty ocenia się na podstawie scenariuszy.
Filmy przerastają rzeczywistość czy wręcz przeciwnie?
Film jest zawsze bardziej zagęszczony i drastyczny. Nie ma takiej bzdury i takiego kłamstwa, których nie dałoby rady urzeczywistnić przy pomocy języka filmowego. Jednocześnie nie brakuje surrealistycznych i groteskowych filmowych scen, które są przebijane przez absurdalne i groteskowe wiadomości w mediach. W filmach fascynuje mnie to, że w półtorej godziny potrafią zmieścić w pigułce całe ludzkie życie.
W „Swobodnym opadaniu” sparodiował pan seriale.
Pomysł polegał na tym, że do rodziny przychodzi nowy mąż. Społeczeństwo jest w stanie zaakceptować, że takie wydarzenie ma miejsce. To dla mnie bardzo ciekawe i dlatego postanowiłem potraktować tę koncepcje jako punkt wyjścia do zabawy. Każda rodzina prędzej czy później poszerza się o nową osobę, chociażby o dziecko. Wówczas trzeba wytłumaczyć starszemu dziecku, że pojawił się ktoś nowy i od tej pory będzie częścią ich życia. Poszczególne części mojego filmu zostały nakręcone w innym stylu i akurat tę nakręciłem w formie sitcomu.
Skąd bierze pan te szalone i absurdalne pomysły?
Chodzę po świecie i bacznie mu się przyglądam. Kiedy coś mnie zainteresuje, zapamiętuję to wydarzenie i układam sobie w głowie filmową scenę. „Swobodne opadanie” stało się idealnym pretekstem, by przełożyć zebrane przeze mnie sceny na język filmu. Fragment z bykiem, który mieszka razem z rodziną, został zainspirowany tym, że mój syn miał niewidzialnego przyjaciela, którym był akurat… byk. Moje dziecko często mi o nim opowiadało i jak widać, warto było słuchać jego opowieści.
Rozmawiał: Michał Hernes