Bohaterem jednej z czterech tegorocznych retrospektyw na 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty jest laureat Złotych Lwów, polski reżyser, a także kurator sztuki Łukasz Ronduda. Z przyjemnością objęliśmy patronatem medialnym ten przegląd, który jest nam szczególnie bliski. Selekcjonerzy festiwalu niejako przewidzieli dyskurs, który pojawił się w mediach odnośnie ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny przybliżając sylwetkę reżysera, który zawsze stał po stronie artystów oddając im głos w opowiadanych przez niego historiach. Retrospektywa obejmuje 7 tytułów, w tym filmy dokumentalne, eseje oraz fabuły – każdy z nich posiada wspólny mianownik w postaci człowieka-artysty będącego w centrum filmowego wszechświata.
Trzy spojrzenia na różne oblicza sztuki
„Lot”, „Rave” oraz „Freak Show” tworzą swoisty tryptyk dokumentalny obejmujący różne dziedziny artyzmu – od rzeźby, po muzykę i performance. Co ciekawe każdy z nich Łukasz Ronduda współreżyserował z innym twórcą. „Lot” przedstawiający proces tworzenia rzeźby przez Romana Stańczaka w ramach Polskiego Pawilonu na Biennale w 2019 roku powstawał przy udziale reżyserki Anny Zakrzewskiej. Wspólnie z Rondudą kierują swoje czułe oko kamery na artystę pełnego wewnętrznych pęknięć, do którego sztuka jest swego rodzaju lekiem, antidotum na problemy współczesnego świata. Jego projekt to 15-metrowy wywrócony na drugą stronę prywatny odrzutowiec, który u podstaw (pierwsza koncepcja zakiełkowała w głowie Stańczaka w latach 90.) symbolizować miał okres transformacji w Polsce, jednak z czasem zyskał nowych kontekstów. Dla samego artysty żmudny proces „nicowania” odrzutowca był niemalże metafizycznym doznaniem odkrywającym przed nim istotę przejścia na drugą stronę. „Rave” natomiast wyreżyserowany wspólnie z twórcą „Ostatniego komersu” Dawidem Nickelem przedstawia kulturę rave’u w Polsce lat 90-tych. Dokument ten napędzany jest tętniącym życiem bitem muzyki techno oraz kolorowymi osobami tworzącymi tę barwną subkulturę. Rondudzie i Nickelowi udało się zawrzeć w nim nie tylko historyczny rys rodzącej się na nowo Polski, ale przede wszystkim uchwycili międzypokoleniowy fenomen muzyki techno łączącej tradycję z nowoczesnością, stare, oldschoolowe brzmienia z nowymi możliwościami komputerowych instrumentów. A po pokazie zapraszamy również na afterparty w klubie festiwalowym w Arsenale w rytm bitów TORRENTZ-a będącego częścią projektu WIXAPOL. Zamykającym tryptyk filmem jest „Freak Show” współtworzone przez Filipa Pawlaka. Tym razem Ronduda skierował swój kuratorski wzrok na performance grupki młodych artystów z niepełnosprawnościami, którzy zostali zaproszeni przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie w celu odegrania własnej interpretacji pokazu dziwolągów. Odnoszące się do cyrkowych występów show (które notabene wybitnie nakręcił Tod Browning w prowokacyjnym „Freaks” z 1932 roku) zderza widza z wyrytymi przez wieki kanonami piękna obalając je w sposób brutalny, ale i prawidłowy. Z pewnością „Freak Show” będzie tym filmem, który wzbudzi wiele dyskusji oddając głos osobom, którym przez stulecia spychano do roli tytułowych dziwolągów.
Sztuka cenniejsza niż życie?
Łukasz Ronduda filmowo zadebiutował w 2015 roku z prowokacyjnym „Performerem” łączącym ze sobą dokument z elementami fabularyzowanymi przedstawiającymi życie (czasami ufikcyjnione na potrzeby dramaturgii) i twórczość artysty Oskara Dawickiego. Sprawne wykorzystanie tej hybrydy gatunkowej dało kompletny wgląd w umysł kontrowersyjnego performera, który niejednokrotnie ryzykował uszczerbkiem na zdrowiu, a nawet utraty życia, podczas swoich występów. Ronduda wraz z Dawickim eksplorują granice sztuki w wymiarze fizycznym, ale i egzystencjalnym. Czy dzieło może zabić swojego twórcę? Czy sztuka warta jest ofiary życia? Z takimi pytaniami konfrontują nas reżyserzy. Największym dotychczasowym sukcesem w karierze filmowej Łukasza Rondudy jest z pewnością otrzymanie w 2021 roku Złotych Lwów w Gdyni za „Wszystkie nasze strachy”, które współreżyserował z operatorem Łukaszem Guttem. Już od pierwszych pokazów gdyńska publiczność jednogłośnie pokochała film za szczerość, przekaz, ale przede wszystkim za emocje, które wzbudzał. Dawid Ogrodnik brawurowo wcielił się w rolę artysty Daniela Rycharskiego, który w swoich dziełach łączy symbolikę chrześcijańską z tęczowymi elementami społeczności LGBT. Rycharski, jako wierzący gej, tym samym walczy o godne traktowanie mniejszości seksualnych w Kościele Katolickim pokazując, iż osoby heteroseksualne nie mają monopolu na wiarę. Artysta biorąc krzyż – w wymiarze fizycznym, jak i metafizycznym – odbywa performance na ulicach miasta. Dokonuje Drogi Krzyżowej w intencji wszystkich wykluczonych.
Dumka na dwa serca
Jednak najbardziej spełnionymi w moim odczuciu filmami Rondudy pozostają te, które opowiadają o miłości. „Serce miłości” oraz, pokazywany w tym roku na festiwalu w Rotterdamie, „Powiedz mi, co czujesz” doskonale portretują związki z perspektywy różnych pokoleń. Pierwszy skupia się na przechodzącej kryzys parze artystów w średnim wieku, drugi zaś przygląda się miłosnym uniesieniom przedstawicieli Generacji Z. Chyba największym sukcesem reżysera pozostaje fakt, iż zarówno w „Sercu miłości”, jak i „Powiedz mi, co czujesz” widz w pełni potrafi zaufać relacji wykreowanej na ekranie. Ronduda z czułością, ale i uwagą zatapia się w meandrach ludzkich uczuć bezpretensjonalnie wydobywając z nich esencję prawdy o relacjach interpersonalnych. Tak autentyczne emocje pozostają również zasługą wspaniałych kreacji aktorskich, a w szczególności dwóch duetów Justyna Wasilewska/Jacek Poniedziałek oraz Izabella Dudziak/Jan Sałasiński. Dwa zupełnie różne typy aktorstwa, jednakże oba trafiające w sedno opowiadanej historii. Jeśli planujecie na festiwalu rozpocząć przygodę z kinem Łukasza Rondudy to polecam na samym początku wybrać właśnie te dwa tytuły. Gwarantuję, nie będziecie zawiedzeni.
Zapraszamy na retrospektywę Łukasza Rondudy w ramach 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty w dniach 23 lipca – 2 sierpnia, oczywiście we Wrocławiu.
Autor: Mateusz Rot