Oscary 2026 – „Grzesznicy” z rekordem, ale czy z Oscarem?

Sezon nagród sięgnął zenitu i wczoraj poznaliśmy tegorocznych nominowanych do Oscarów – najważniejszych nagród w świecie filmowym. Oczywiście nas szczególnie cieszą polskie akcenty, czyli wyróżnienie nominacją Małgosi Turzańskiej za kostiumy do „Hamneta”, a także docenienie współreżyserowanej przez naszego rodaka Maćka Szczerbowskiego krótkometrażowej animacji „The Girl Who Cried Pearls”. W dzisiejszym tekście postaram się rozłożyć nominowaną listę na czynniki pierwsze kreśląc faworytów poszczególnych kategorii. Na papierze „Grzesznicy”, którzy pobili rekord wszech czasów w liczbie nominacji (aż 16), wydają się być faworytem, jednak według mnie to wciąż tylko pozory – często o zwycięstwie nie decyduje ilość, a jakość. W ostatecznym rozrachunku może okazać się, że film Cooglera będzie musiał się zadowolić kilkoma technicznymi statuetkami oraz nagrodą pocieszenia w postaci Oscara za scenariusz oryginalny.

Najlepszy film

Dla wszystkich zaniepokojonych wynikiem „Grzeszników” uspokajam, „Jedna bitwa po drugiej” wciąż pozostaje faworytem do wygrania. Film Paula Thomasa Andersona poradził sobie świetnie i stracił w zasadzie tylko jedną nominację za aktorkę pierwszoplanową. Dopóki „Grzesznicy” nie wygrają PGA (gildia producentów) pozycja PTA pozostaje niezachwiana. Zakładając, iż sezon układa się w taki sposób, że nagroda SAG (gildia aktorów) za obsadę trafia do horroru Cooglera, DGA (gildia reżyserów) i PGA do „Jednej bitwy po drugiej”, a BAFTA do „Hamneta” (bo film zdaje się być najbliższym wrażliwości Brytyjczyków) to sytuacja zapowiada się korzystniej dla arcydzieła PTA. Podobnie jak w poprzednich latach o wszystkim zadecyduje gildia producentów, która – tak samo jak Oscary w głównej kategorii – posiada preferencyjny system głosowania, doskonale weryfikujący nastroje Akademików względem wyżej wymienionych tytułów. A może nie doceniamy szans Chloé Zhao i podczas oscarowej nocy to właśnie jej film okaże się tym najlepszym? Niewykluczone, jednak brak nominacji za montaż mocno psuje jej statystyki. Pomimo rekordu „Grzeszników” dzisiaj po prostu najbezpieczniej stawiać na „Jedną bitwę po drugiej”.

Kategorie aktorskie

Co prawda faworyci dowieźli swoje nominacje, jednak nie zabrakło też szokujących pominięć w kilku przypadkach. Pierwsze, chyba największe, to brak Paula Mescala i jego interpretacji Williama Szekspira. Miejsce to niespodziewanie zajął Delroy Lindo, który w wieku 73 lat otrzymał swoją pierwszą nominację do Oscara. Osobiście najbardziej boli mnie kategoria aktorki drugoplanowej, bowiem zabrakło dwóch wspaniałych ról, którym z całego serca kibicowałem – mowa o nominowanej przez gildię aktorów Odessę A’zion za „Wielkiego Marty’ego” oraz Arianę Grandę za olśniewającą interpretację Glindy w „Wicked: Na dobre”. Wśród nominowanych pojawiły się za to Amy Madigan oraz Wunmi Mosaku (według mnie mocno niezasłużenie…). W aktorce pierwszoplanowej Akademia postawiła natomiast na znaną i doświadczoną Kate Hudson zamiast debiutującej Chase Infiniti – sytuacja bliźniacza jak parę lat temu kiedy to Akademia zamiast Alany Haim w „Licorice Pizza” nominowała Nicole Kidman. W aktorze pierwszoplanowym mamy brak niespodzianki w postaci Plemonsa i Akademicy po prostu postawili na pięciu najmocniejszych kandydatów w sezonie. Jak w kategoriach pierwszoplanowych mamy prawdopodobnie czystą sytuację i Oscara wygrywa Jessie Buckley oraz Timothée Chalamet, tak na drugich planach wszystko pozostaje otwarte. Na ten moment obstawiałbym statuetki dla Stellana Skarsgårda oraz Teyany Taylor jednak wszystko może ulec zmianie po rozdaniu BAFTA oraz SAG (na którym Skarsgård nie dostał nawet nominacji).

Reżyseria i scenariusze

Czyżby w pozostałych kategoriach „above the line” mamy sprawę wyjaśnioną? Wszystko na to wskazuje, bo ciężko sobie wyobrazić, żeby Paul Thomas Anderson nie wygrał Oscara za reżyserię, a Ryan Coogler nie zdobył statuetki za scenariusz oryginalny. Ewentualnie zastanawiać się można czy „Jedna bitwa po drugiej” weźmie scenariusz adaptowany, bo jeśli „Hamnet” ma zachować sobie cień szansy na wygranie głównej kategorii musi dorzucić do puli także nagrodę za scenariusz. Jeśli obraz Chloé Zhao wysunie się na prowadzenie w wyścigu to pokona PTA również w tej kategorii. Jeśli nie, to po prostu „Jedna bitwa po drugiej” wyjedzie z oscarowej gali z trzema statuetkami za scenariusz, reżyserię i film. Innych opcji na ten moment nie widzę.

Autor: Redakcja

Start typing and press Enter to search