Gościem tegorocznej edycji Script Fiesta będzie Frank Spotnitz, scenarzysta m.in. seriali „Z archiwum X” i „Człowiek z Wysokiego Zamku”.
Polecam mój wywiad z Frankiem:
Michał Hernes: Na zlecenie Ridleya Scotta napisał pan scenariusz serialu na podstawie „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Powieść opowiada o alternatywnym świecie, w którym Niemcy i Japonia wygrały drugą wojnę światową, a Amerykę podzielono na strefy okupacyjne. Urodził się pan w Japonii, czy więc traktował pan to zadanie wyjątkowo?
Frank Spotnitz: Żadne inne miejsce na świecie nie jest dla mnie równie mitologiczne. Spędziłem tam cztery pierwsze lata mojego życia, ale nigdy potem nie wróciłem do tego kraju. Zawsze fascynowało mnie piękno tamtejszej kultury, ale też pamięć o okropnych rzeczach, jakie działy się w Japonii w czasie drugiej wojny światowej.
Japońskie wątki pojawiły się także w kilku odcinkach „Z archiwum X”. „Człowiek z Wysokiego Zamku” to natomiast jedna z moich ukochanych książek. Przeczytałem ją jeszcze w szkole średniej i od razu mnie zaintrygowała.
W alternatywnych historiach i światach jest coś niesamowicie pociągającego. Uwielbiam przykładowo „Podróż w czasie” Nicholasa Meyera, czyli piękną opowieść, zainspirowaną prozą Herberta George’a Wellsa. Jednocześnie żałuję, że nie przeczytałem jeszcze „Spisku przeciwko Ameryce”, jednego z moich ukochanych pisarzy Philipa Rotha. To frapujące, jak niewiele czasem brakuje, by historia potoczyła się inaczej. Tak naprawdę decydują o tym detale.
Ciekawi mnie pytanie, dlaczego jedna strona wygrywa wojnę, a druga ją przegrywa. Zastanawiam się nad naturą faszyzmu i nad tym, na ile on i japońskie cesarstwo wiążą się z innymi kulturami. Wszystko to daje naprawdę szerokie pole do popisu.
Michał: Dick napisał: „Różne piękne i wyniosłe zamki z czasów dawnych królów i cesarzy zostały zajęte przez SS i wykorzystywano je do szkolenia młodych esesmanów na członków elitarnej formacji odciętej od <zwykłego> świata. To były ośrodki, z których mieli wyjść nadludzie do rządzenia Trzecią Rzeszą (…)” Te dwa zamki są sobie w powieści przeciwstawione: legendarny Wyszehrad husyckiej wolności i oporu w czasie wojny trzydziestoletniej, a po drugiej stronie złowrogi system elitarnego korpusu młodzieży SS.
Frank Spotnitz: Nie wiedziałem o tym, ale dowodzi to bogactwa ironii zawartej w „Człowieku z Wysokiego Zamku”. Dick wykonał świetną robotę i do tego dzieła można wielokrotnie wracać, odkrywając różne niuanse. (…) Nie ukrywam, że jestem wielkim fanem filmu „Łowca androidów” i dlatego ekscytowałem się na myśl o współpracy z Ridleyem Scottem. Pamiętajmy jednak, że trudno oczekiwać, żeby ekranizacje książek były im wierne. Literatura rządzi się przecież swoimi prawami, a kino – zupełnie innymi. Osobiście stawiałem sobie za cel, by jak najlepiej przełożyć „Człowieka…” na język telewizyjnej produkcji. Kiedy biorę się za pisanie scenariusza, robię to z sercem i chcę zrozumieć istotę danej opowieści. Pracując nad ekranizacją powieści Dicka, czytałem dużo historycznych książek i oglądałem filmy dokumentalne dotyczące Japonii i nazizmu. Zwłaszcza, że wiemy obecnie sporo rzeczy na te tematy, o których Dick nie miał w latach sześćdziesiątych pojęcia.
Michał: Czy zrealizowanie tego projektu w formie serialu to lepszy pomysł niż kinowy film?
Frank: Oczywiście, ponieważ telewizja daje ci możliwość nakręcenia tego w dłuższym formacie. Gdybyśmy to robili z myślą o kinie, musielibyśmy się bardziej sprężać. Pisząc scenariusz, nie mogłem się doczekać tego, jak przedstawimy alternatywne San Francisco z 1962 roku, będące pod silnym wpływem japońskiej kultury. Postawiłem też sobie za cel, żeby dołożyć do tej opowieści dużo humoru. Pamiętajmy, że Dick był jednym z najwybitniejszych pisarzy. Uważam, że nie należy go szufladkować do gatunku science-fiction. Autor „Ubika” na wiele spraw patrzył z wielką głębią. Zagadnienia, które poruszał, nie były tak naprawdę związane z nauką czy przyszłością, ale dotyczyły współczesnych mu czasów. W ten sposób inaczej patrzy się na własny świat. Mówimy o prawdziwym wizjonerze. I nie sądzę, by była w tych słowach przesada.
Michał: Autor „Przez ciemne zwierciadło” był fanem spiskowych teorii, którymi przesiąknięte jest także „Z archiwum X”. Wierzy pan w spiski?
Frank: Zmuszają nas one do zadawania najważniejszych pytań dotyczących naszej egzystencji. Chodzi o próbę odkrycia prawdy.
Dlatego właśnie interesują mnie fantastycznonaukowe i paranormalne historie. Jeżeli chodzi o serial o przygodach Muldera i Scully, to kiedy Chris Carter zaangażował mnie do tego projektu, była to moja pierwsza praca w telewizji. Jako świeżo upieczony absolwent filmówki traktowałem to przedsięwzięcie jako rodzaj kontynuacji studiów. Uczyłem się, podglądając w pracy najlepszych.
Byłem szczęściarzem, że mnie w to zaangażowano. W tej produkcji najbardziej zachwycają mnie relacje między dwójką głównych bohaterów i tworząca się między nimi chemia. Zawsze poruszało mnie też to, jak bardzo poświęcali się tej sprawie, często przez nią cierpiąc.
Michał: Wierzy pan w istnienie kosmitów?
Frank: Wolę być sceptykiem, chociaż przeczytałem sporo tekstów i relacji ludzi rzekomo przez obcych porwanych. Niewykluczone więc, że coś jest na rzeczy. Pewnych spraw po prostu wyjaśnić się nie da. Jednocześnie uważam, że cechuje nas zbyt duża arogancja. Myślimy, że skoro żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, to wiemy bardzo dużo, ale to nieprawda. Im więcej naukowcy odkrywają, tym bardziej powinniśmy czuć się niepewni. Wszechświat to w końcu ogromna przestrzeń, a my jesteśmy zaledwie jego malutkim skrawkiem. W tej sytuacji wcale mnie nie zdziwi, jeśli są gdzieś tam siły, które totalnie nas przerastają.
Michał: Jak odnosi się pan do teorii spiskowych dotyczących domniemywania, że amerykański rząd coś przed nami ukrywa?
Frank: Na pewno wiele rzeczy zostało przed nami ukrytych. Coraz więcej z nich zostaje upowszechnionych, jednak nie wszystkie. Czemu tak się dzieje? Nie mam pojęcia.
Michał: Pojawiają się nawet teorie, że jedenasty września to także był amerykański spisek.
Frank: W to akurat nie wierzę. W tej sprawie spiskowcy posunęli się za daleko. Z drugiej strony w marcu 2001 roku pokazaliśmy w telewizji odcinek „Z archiwum X”, w którym samolot zostaje skierowany w kierunku World Trade Center.
Michał: W Polsce nie brakuje opinii, że to nasz rząd odpowiada za katastrofę prezydenckiego samolotu i że to był zamach.
Frank: Amerykanie mają hopla na punkcie spisków, ale poznałem sporo ludzi z Europy Wschodniej, którzy traktują je jeszcze bardziej serio. Chodzi mi przykładowo o obywateli Rosji czy Kazachstanu.
Michał: Czy wciąż jest zapotrzebowanie na takie historie jak „Z archiwum X”?
Frank: Oczywiście. Po prostu poprzedni film był małą produkcją, tymczasem fani są wymagający i oczekują czegoś większego. A na oglądanie dobrego science fiction i horrorów chętni znajdą się zawsze.
Michał: Rynek telewizyjny zmienia się jednak, stawiając poprzeczkę coraz wyżej.
Frank: Tak i to niesamowicie ekscytujące. Amerykańska telewizja nigdy nie była lepsza, a ta europejska wcale nie pozostaje daleko w tyle. W Europie przebywam już od kilku lat i rozmawiając z brytyjskimi scenarzystami dostrzegam u nich mnóstwo pasji i kapitalnych pomysłów. Ci autorzy chcą opowiadać o kulturach swoich krajów i mają ambicje, by jak najbardziej pogłębić psychologicznie swoich bohaterów. Wierzę, że powstaną z tych koncepcji świetne seriale.
Michał: Pan w pewnym sensie należy do starej szkoły pisania telewizyjnych scenariuszy.
Frank: Trudno w to uwierzyć, ale faktycznie zajmuję się tym od bardzo dawna. Uwielbiam jednak zmiany, a opowiadanie historii jest czymś ponadczasowym. Chodzi o to, by zainteresować widzów, poruszyć ich, a przede wszystkim – mieć coś do powiedzenia.