Festiwal filmowy w Wenecji startuje już w środę, a my po raz trzeci z rzędu mamy przyjemność relacjonować dla Was najważniejsze premiery ze słonecznego Lido. Jak co roku program włoskiej imprezy opiewa w hollywoodzkie premiery oraz ciekawe artystyczne projekty z całego świata, które niczym soczewka skupiają tematy podejmowane we współczesnym kinie. Spośród obszernego programu postanowiłem wybrać pięć tytułów, na które czekam najmocniej (i których recenzji możecie spodziewać się w ciągu najbliższych dni).
Możliwa miłość, reż. Lee Chang-dong – osobiście mój najbardziej oczekiwany film tego roku. Powrót koreańskiego mistrza po ośmiu latach przerwy to prawdziwe wydarzenie w świecie kina. Droga do tego projektu była wyboista: problemy ze znalezieniem finansowania, wielokrotne zmiany koncepcji, a na końcu Netflix ratujący sytuację. Film ten początkowo miał być remakiem Dekalogu Kieślowskiego, jednak pomysł ewoluował i ostatecznie stał się jedynie luźną adaptacją prawdopodobnie jego dziewiątej części. Zwiastun wygląda imponująco.
Biografía de Jorge Luis Borges, reż. Mariano Llinás – pewnie część z Was będzie zaskoczona wyborem, bo co w tym zestawieniu robi ponad pięciogodzinny argentyński esej spoza konkursu. Pierwszym powodem jest reżyser Mariano Llinás, autor monumentalnego „La Flor” (Nowe Horyzonty 2019 pozdrawiają), drugim zaś firma producencka El Pampero Cine, która obecnie jest jednym z najciekawszych kolektywów światowego kina. Esej Llinása podzielony jest na trzy rozdziały przedstawiające życie i twórczość argentyńskiego pisarza Jorge Luisa Borgesa. Spodziewam się jednocześnie epickiego, jak i intymnego spojrzenia w głąb duszy autora „Fikcji”.
DAU, reż. Ilja Chrżanowski – wokół tego filmu już pojawiło się masę kontrowersji. Ukraińskie Ministerstwo Kultury wystosowało pismo, w którym skrytykowali dyrektora festiwalu, iż ten zakwalifikował do konkursu rosyjski film. Sam reżyser jednak wielokrotnie sprzeciwiał się zbrodniczej polityce rosyjskiej, rzekł się nawet obywatelstwa w ramach protestu. Film zaś nie powstawał przy udziale rosyjskich środków publicznych, a był koprodukcją niemiecko-francusko-szwedzką. To zwieńczenie projektu życia Chrżanowskiego, którego nowohoryzontowicze mogą pamiętać z poprzedniej części „DAU. Natasza”. Krytyka totalitaryzmu rozbudowana w trzygodzinnym eposie. Oby tylko nie okazał się kolosem na glinianych nogach.
Dziki Koń Dziewięć, reż. Martin McDonagh – oczywiście nie mogło zabraknąć największego filmu tegorocznego programu. Wiele osób już przewiduje oscarowe sukcesy nowego dzieła brytyjsko-irlandzkiego reżysera będącego tegoroczną „jedynką” Searchlight Pictures. McDonagh tym razem bierze na warsztat komediodramat szpiegowski z Johnem Malkovichem w roli głównej. Pierwsze doniesienia z pokazów testowych napawają optymizmem – podobno McDonagh nie stracił formy z rewelacyjnych Duchów Inisherin.
Bucking Fastard, reż. Werner Herzog – pierwszy fabularny film Herzoga od siedmiu lat. Początkowo miał być w canneńskim konkursie jednak Fremaux na ostatniej prostej przeniósł go do sekcji Cannes Premiere, po czym reżyser postanowił wycofać film z festiwalu. Wenecja za to przyjęła go z otwartymi rękoma. Siostry Mara podobno dają tutaj popis niezwykłej szarży aktorskiej, a sam film jawi się jako powrót mistrza do formy.
La Biennale di Venezia potrwa od 2 do 12 września. Do zobaczenia na festiwalowych szlakach! Ciao!
Autor: Mateusz Rot