„Wszystkie nasze strachy”. Wywiad z Danielem Rycharskim

Wszystkie nasze strachy” to nagrodzony Złotymi Lwami w Gdyni film oparty na prawdziwych wydarzeniach z życia barwnej i łączącej skrajności postaci Daniela Rycharskiego – zaangażowanego katolika walczącego o odnowę duchową swojej społeczności oraz głęboko wierzącą osobę LGBTQ, która płynnie łączy wiarę i tęczę.

Film zostanie zaprezentowany w ramach retrospektywy Łukasza Rondudy na 26. MFF TAURON Nowe Horyzonty (23 lipca – 2 sierpnia we Wrocławiu, online do 9 sierpnia). Jesteśmy patronami medialnymi tego przeglądu. Więcej informacji znajduje się TUTAJ.

Z tej okazji przypominamy wywiad z Danielem Rycharskim, który Michał Hernes zrobił przy okazji premierowych pokazów filmu.

Michał Hernes: W trakcie seansu filmu „Wszystkie nasze strachy” naszła mnie taka refleksja, że to się nie mogło zdarzyć naprawdę. 

Daniel Rycharski: Ale się zdarzyło. Uważam, że siła i moc tego filmu bierze się z tego, że to nie jest wymyślona historia, tylko opiera się na prawdziwych wydarzeniach. 

Proszę przybliżyć tę historię.

Film opowiada o mnie, ale poprzez moją sztukę. Punktem wyjścia do jego powstania był projekt „Krzyż”, który zrealizowałem w 2017 roku. Zrobiłem krzyż z drzewa, na którym popełniło samobójstwo młoda osoba LGBT – miał on zostać użyty podczas Drogi Krzyżowej w intencji ofiar homofobii. Z różnych powodów, co zresztą widać w filmie, to się nie udało. Praca trafiła na wystawę, a potem na ulice Warszawy. Odczuwałem niedosyt, bo ta praca miała przypominać ludziom, że homofobia zabija. Kiedy przyszedł do mnie Łukasz [Ronduda, przyp. red.) i powiedział, że „Krzyż” mógłby być punktem wyjścia do filmu, pomyślałem, że ta praca zostanie skończona dopiero, gdy film trafi do szerokiej publiczności. Zauważyłem, że film daje trochę większe możliwości niż pokazywanie prac w muzeum, bo wystawę przyjdzie zobaczyć maksymalnie 20 tysięcy osób, a film może obejrzeć nawet 200 tysięcy.

Tak, szczególnie, że to jest film, który wygrał Festiwal Filmowy w Gdyni.

Tak, to na pewno pomaga. Nie chcieliśmy zrealizować totalnie artystycznego, art-house’owego filmu dla zamkniętego grona odbiorców sztuki, tylko produkcję, która będzie dla każdego. Po pierwszych pokazach wiemy od ludzi, że chyba udało się to osiągnąć.

A chcielibyśmy, żeby obejrzało go jak najwięcej osób.

Także osób wierzących i takich, które mają problemy z osobami LGBT?

Ten film od początku nie był skierowany jedynie do środowisk lewicowych, artystycznych, liberalnych, wielkomiejskich, tylko szczególnie do osób z małych miejscowości i małych miast. Po pierwszych pokazach w małych miejscowościach, usłyszeliśmy, że ludzie go rozumieją i się w niego wczuwają, że coś zmienia się w nich po seansie. Ktoś powiedział nam, że teraz będzie inaczej myślał o osobach LGBT i już niczego złego nie wykrzyczy w ich kierunku. To jest film skierowany właśnie do zwykłych ludzi. Po seansach mamy reakcje, że „Wszystkie nasze strachy” to film głęboko chrześcijański i zrozumiały dla przedstawicieli różnych grup – różniących się wiekiem, ale też pochodzeniem i poglądami.

Start typing and press Enter to search