Informator

Praca dziennikarska, śledztwo – zawsze wydaje się być idealnym tematem na thriller. Z drugiej strony narzuca pewien styl opowiadania, precyzję, która potrafi odebrać filmowi ładunek emocjonalny. Tak nie jest jednak w przypadku tego fascynującego filmu z najlepszą w karierze rolą Russella Crowe.

Michael Mann jest reżyserem specyficznym. Jego filmy, trochę jak Davida Finchera, można rozpoznać po jednym ujęciu. Kamera nie działa tutaj zawsze stabilnie, ale często wchodzi właściwie w ciała bohaterów. Jednak ten jego unikalny styl wizualny działa. Najlepiej właśnie w Informatorze, który pewnie obok Gorączki, należy do najwybitniejszych dzieł reżysera. Opowieść o Jeffreyu Wigandzie i jego staraniach o ujawnienie prawdy na temat koncernów tytoniowych, nawet za cenę wolności i życia, trzyma nie tyle w napięciu (bo ono szybko może zniknąć). Ona ściska za gardło i nie odpuszcza przez bite 3 godziny spektaklu filmowego, wręcz kinowej poezji. Russell Crowe daje tutaj popis umiejętności lepszy od swoich oscarowej roli w Gladiatorze czy wychwalanej z Pięknego umysłu. Jest magnetyzujący, wywołuje emocje, bo jest prawdziwy. Al Pacino i rządzący drugim planem Christopher Plummer nie ustępują mu ani na krok. Ten tercet daje aktorski koncert, którego nie zobaczycie często. Jednak Informator to coś więcej niż tylko wybitne osiągnięcie reżyserskie Manna i aktorów.

Informator to niezwykle mocno wybrzmiewający głos o wszechwładzy korporacji, ich wpływie na media, politykę, zwykłych ludzi. Film sprzed ponad 15 lat do dziś pozostaje przerażająco aktualny i udowadnia, że ani wielka sztuka się nie starzeje, ani uniwersalna prawda nie traci na znaczeniu. Polecam najserdeczniej!

READ MORE


Batman

Obraz Tima Burtona był w moim życiu filmowym początkiem kilku zjawisk. Od niego zaczęło się moje zainteresowanie postacią Batmana i adaptacjami komiksów. Od niego zaczęło się moje uwielbienie dla Tima Burtona, które mimo ewidentnego spadku formy kontynuuję do dzisiaj. Od niego też zacząłem śledzić na poważnie karierę Jacka Nicholsona.

Powstały rok po moim urodzeniu, a więc w 1989 roku, Batman to pierwszy film o tym bohaterze, który pokazał, że można o nim opowiadać z rozmachem należnym tej postaci, ale też wytworzyć wokół niej atmosferę mroku, której Batman potrzebował. Dotychczas przecież kojarzył nam się ze śmiesznym facetem w rajtuzach, który bez sensu biegał, ubrany w kuriozalnie wyglądający strój (chociaż ten Robina i tak zawsze był śmieszniejszy). Trzeba było Burtona, mistrza klimatu, wizualnego geniusza, żeby Batman zyskał swój do dziś utrzymywany wizerunek. Do niego bezpośrednio nawiązywali najpierw w mniej udanych sequelach Joel Schumacher, a potem w swojej trylogii Mrocznego rycerza Christopher Nolan.

Batman-01Tego Batmana, poza elementami, które Nolan doprowadził do mistrzostwa wykraczającego poza gatunek adaptacji komiksów, jedna rzecz od następnych odróżnia. W tym filmie bowiem postać głównego bohatera…schodzi na drugi plan. Nawet na plakacie jako pierwsze pojawia się nazwisko Jacka Nicholsona, a nie Michaela Keatona. Z jednej strony to na pewno wynik nazwiska Jacka, który był wtedy u szczytu popularności. Z drugiej też siły jego kreacji, która jak inna od oscarowej roli Heatha Ledgera, tak jakością, szaleństwem w oku, komediowością wcale od niej nie ustępuje. Michael Keaton, znakomity jako Bruce Wayne, jest przy nim „maleńki”. Ważne, że ma jednak u swego boku bezapelacyjnie najlepszą dziewczynę Batmana Kim Basinger. A wszystko to przy dźwiękach tego tematu Danny’ego Elfmana:

Te składniki czynią z burtonowskiego Batmana niekoniecznie najlepszy, ale na pewno najbardziej przełomowy film tej serii.

READ MORE


Dom Wariatów

Podobno wariat to człowiek, który cierpi na dużą niezależność intelektualną. Stawiam tezę – być może mało odkrywczą – że przytłaczająca większość z nas ma psychiczne uchybienia. Właściwie to już spowszednieliśmy w tym wariactwie. Gdy szaleństwo człowieka mieści się w ramach powszechnie dopuszczalnej normy, odczuwamy wobec niego nawet pewien rodzaj nieuzasadnionej sympatii. Wariaci są urzekający i magnetyczni. Chce się wśród nich przebywać – nawet jeśli mamy do czynienia ze schizofreniczną błyskotliwością czy bezgranicznym pędem w kierunku poszerzania horyzontów.

Dlatego właśnie kocham Dom Wariatów w reżyserii Marka Koterskiego. Jego bohaterowie nie są geniuszami, mędrcami czy jednostkami, które dzisiejszy świat nazwałby wybitnymi. Mój świat jednak takimi ich mianuje. To zwykli ludzie, którzy przez swoje intelektualne i całkiem zwyczajne natręctwa, skłaniają nas do refleksji nad złożoną, ludzką naturą. Tytułowi wariaci nie robią nic niezwykłego. Obserwujemy ich w prozaicznych czynnościach i łapiemy za głowę w pełnym podziwie dla ich wnikliwych umysłów.

Ostrzegam jednak, że jest to film niebywale nieznośny i „nieprzystępny”. Często drażni, buzuje w głowie i wystawia naszą cierpliwość na ciężką próbę. Jest jednak również ucztą doskonałego poczucia humoru, opartego głównie na nienazwanych subtelnościach. To jeden z tych filmów, na których śmiałbyś się w kinie tylko Ty. Doskonale wiesz jak cudowne jest to uczucie. No chyba, że jesteś wariatem.

Tomasz Samołyk

READ MORE


Szpieg

Widz uwielbia gdy film pachnie. Potęguje wewnętrzną rozkosz, gdy nie znajduje słów na opisanie zachodzącego w nim wrażenia estetycznego. Miłośnik kultury analogowej ma miękkie kolana, gdy ktoś od czasu do czasu mrugnie do niego okiem w czasach powszechnej cyfryzacji. I właściwie na tym mógłbym zakończyć tę polecajkę, bo Szpieg jest tego rodzaju filmem. Abstrahując od fabuły, po prostu niesłychanie wysmakowanym.

Jest też niełatwy. Dla niektórych może być zbyt statyczny i snujący się od wątku do dygresji. Jeśli jednak kupujesz takie stylowe wyzbycie się szarżowania, to możesz szykować się na najlepsze. George Smiley (Gary Oldman!!!) założy swój szary prochowiec i skupi na sobie stuprocentową uwagę. A gdy dojdzie to puenty, poczujesz zakłopotanie, lekkie przyspieszenie akcji serca i na długo nie będziesz w stanie rozstać się z pewnym utworem.

Tomasz Samołyk

READ MORE