Specjalna (nie) kłótnia filmowa o Moico Nocne Szaleństwo na Nowych Horyzontach 2018

Maciej Stasierski: Michał, kopnął nas niezły zaszczyt. Będziemy się opiekować sekcją “Moico Nocne Szaleństwo”. Spójrzmy na te filmy, bo zapowiadają się iście inspirująco. Co Tobie z tej listy najbardziej przypadło do gustu? Wybór był trudny. Ja się nakręcam na ekranowe spotkanie z Mią Wasikowską (a może nie tylko ekranowe?), która wystąpi w “Piercingu”. Przebój festiwalu w Sundance zapowiada się na typową dla tego cyklu jazdę bez trzymanki. Zapewne na piercingu się nie skończy, bo on sam w sobie szalony nie jest. Ale coś czuję, że w głowie Nicolasa Pesce urodziło się coś zupełnie innego! No dobra, mów co Ty wybrałeś, bo już się doczekać nie mogę 🙂

Michał Hernes: Jak wiesz uwielbiam bawić się na filmach jak prosię (nie tylko na „Call Me By Your Name”), naprawdę nie mogę się więc doczekać tego przeglądu, poza tym uważam, że suspens i humor to najlepsze połączenie, które kapitalnie sprawdza się w wielu horrorach i filmach klasy B, ale nie tylko. Przypomniał mi się jeden z moich ulubionych filmowych cytatów: „Videodrome? Morderstwa, tortury – brzmi świetnie!”. Bez wazeliny – do sekcji “Moico Nocne szaleństwo” mam ogromny sentyment, bo to właśnie na niej na festiwalu Nowe Horyzonty obejrzałem po raz pierwszy “Suspirę” Dario Argento i nie ukrywam, że wspólne oglądanie tego filmu z innymi widzami to była wielka frajda. Zdarzało się na przykład, że ktoś z widzów krzyczał do bohaterki żartem, żeby uciekała. Śmiechu było co niemiara, choć z drugiej strony grozę budziły nawet… firanki!

To na “(jeszcze nie Moico) Nocnym szaleństwie” spotkałem się po raz pierwszy z prawdopodobnie najbardziej obrzydliwymi ludźmi świata w “Różowych flamingach” Johna Watersa (wielkie serduszko!) i obejrzałem “Powrót kapitana niezwyciężonego” jednego z symboli festiwalu Philippe’a Mory, czyli musical komediowy o superbohaterze- alkoholiku z mięśniem piwnym, którego atakują odkurzacze (parodia “Poszukiwaczy zaginionej arki”), a którego demoniczny Christopher Lee kusi… alkoholem śpiewając piosenkę (wciąż mam w pamięci festiwalowe imprezowe szaleństwa z udziałem Mory!). No i przypomniała mi się jego „Wspólnota” z porwanym przez kosmitów Christopherem Walkenem i (!) sześciometrową sondą analną (gdy zapytałem Morę, jak zachowałby się, gdyby spotkał kosmitów, powiedział, że w pierwszej kolejności oparłby się plecami o ścianę). Ten cykl to dla mnie bardzo ważny element wszystkich nieprzespanych festiwalowo nocy (pozdrowienia i uściski dla Michała Marczaka, mam sentyment do picia szampana w Arsenale), a filmów takich jak „Oślizgły dusiciel” nigdy nie zapomnę (liczę na więcej tego typu petard!).

"Luz"

„Luz”

Jeśli chodzi o tegoroczny program, to nie ukrywam, że zaintrygował mnie opis filmu “Luz” Tilmana Singera i pierwsze zdanie: ”Fassbinder spotyka Żuławskiego?”. Skoro Żuławski i opętanie, to czy zobaczę coś na miarę słynnej kopulacji z powietrzem? Czy, niczym u polskiego klasyka, rzeczywistość ulegnie przekłuciu? Dużo sobie obiecuję po tym “bawiącym się zmysłami widza, ekscytującym formalnie (zrealizowanym na taśmie 16mm), hipnotyzującym thrillerze o opętaniu”, który ponoć jest jednym z największych odkryć tegorocznej sekcji. Liczę także na inne pozytywne niespodzianki i dreszczyk emocji. Wszak horrory i filmy z “Moico Nocnego szaleństwa” to nie tylko i nie zawsze groza połączona z humorem albo kicz, ale też kino konfrontacji o artystycznych ambicjach pokazujące mroczne oblicza naszej natury, o których nie zawsze chcemy pamiętać.

Ogromnie cieszę się, że Wrocław odwiedzi Pen-ek Ratanaruang, mistrz tajskiego kina, reżyser m.in. „Nimfy” i „Ostaniego życia we wszechświecie” (kocham tę perełkę i gdy spotkam Ratanaruanga, to chyba ze wzruszenia go przytulę!), który zaprezentuje swój najnowszy film “Samui Song”, pokazywany na festiwalach w Wenecji i Toronto. Bohaterka tej opery mydlanej próbuje uwolnić się od swojego męża uwikłanego w tajemniczy kult. To ponoć nie tylko thriller, ale również pełna brutalności i humoru oraz przewrotnej symboliki, fantazyjna zabawa kinem gatunkowym. Liczę, że będę bawił się jak prosię!

"Atlas zła"

„Atlas zła”

Coś czuję, że przebojem “Moico Nocnego szaleństwa” będzie przebój festiwalu SXSW, czyli “Atlas zła”. To osiem filmowych nowelek inspirowanych folklorem danego kraju w reżyserii akich twórców jak Peter Strickland („Duke of Burgundy. Reguły pożądania”), Veronica Franz i Severin Fiala oraz Agnieszka Smoczyńska (autorka znakomitych, kultowych już “Córek Dancingu”), która zawita do Wrocławia! Gdy Smoczyńska reżyserowała dla TVP ostatni odcinek jednej z telenowel, bodaj “Plebanii”, to próbowała namówić producentów, żeby na koniec pozwolili jej zrobić coś szalonego – horror albo musical horrorowy. Szkoda, że to się nie udało, ale cieszę się, że ta reżyserka dołączyła do tak zacnego grona filmowców i wierzę, że wyszalała się, dając upust swojej wyobraźni i swojemu talentowi. Kto wie, może to będzie petarada na miarę kultowej dla mnie filmowej nowelki Romana Polańskiego do „Kocham kino”. I liczę, że za jej sprawą kiedyś w końcu doczekamy się świetnego polskiego horroru (a o takim projekcie myśli też Łukasz Palkowski – trzymam kciuki, by kiedyś jego horror pokazano na Moico Nocnym Szaleństwie!).

Jakby tego było mało, F.J. Ossang (m.in. “Dharma Guns”, 11. NH) powraca nagrodzonymi za reżyserię w Locarno “9 palcami” (“9 Doigts”) – “cudownie zrealizowanym, cyberpunkowym filmem noir, przypominającym surrealistyczny remake jednego z arcydzieł realizmu poetyckiego”. Jaram się! Co jeszcze przykuło Twoją uwagę?

Maciej: Jaram się strasznie Smoczyńską! To wygląda wyśmienicie!

"Noc pożera świat"

„Noc pożera świat”

Uwielbiam “Noc żywych trupów”, dlatego mocno się nastawiam na „Noc pożera świat”, czyli wedle Indiewire najbardziej nowatorski film o zombie ostatniej dekady. Obaj wiemy jak ciężko jest zrobić dobry film o zombie, ale mając na pokładzie debiutującego reżysera Dominique’a Rochera, Andersa Danielsena oraz w szczególności Denisa Lavanta (!) powinno się powieźć. Czekam bardzo!

A co powiesz na kino w styl exploitation z lat 70.? Na próbę tego gatunku, o którym widziałem kiedyś na Nowych Horyzontach wyśmienity dokument, wygląda „Niech ciała się opalają”. Szybki montaż, słońce, krew, pot i łzy, a do tego nagie ciała (pewnie nie tylko kobiecie) – I’m in!

"Niech ciała się opalają"

„Niech ciała się opalają”

Tylko na Nowych Horyzontach może dojść do sytuacji, że w ramach rozrywkowej części festiwalu pokazany zostanie film z Gruzji. Kino z tamtych rejonów świata bardziej kojarzy mi się z poważnymi rozliczeniami politycznymi, niż z „Moico Nocnym szaleństwem”. Tym bardziej nastawiam się na „Groźną matkę”, która swoim surrealizmem podbiła serca widzów na festiwalu filmowym w Locarno. Zdjęcia wyglądają wyjątkowo niepokojąco – tym bardziej chce, żeby zaczęły się ruszać na ekranie!

"Groźna matka"

„Groźna matka”

Zostaje jeszcze „Podział czasu” z Rotterdamu – surrealistyczną podróż do wakacyjnego resortu, w którym sielanka zamienia się w koszmar – i mamy 9!

Liczę na to, że będzie to złota „9”, która da nam dużo frajdy. Tyle co mi oglądanie w poprzednich latach „Głębokiej czerwieni” Argento, „Posępnej przyszłości” czy „Videodromu” Cronenberga.

Oto pełna lista filmów tegorocznego „Moico Nocnego Szaleństwa”:

  • 9 palców, reż. F.J. Ossang
  • Atlas zła
  • Groźna matka, reż. Ana Urushadze
  • Luz, reż. Tilman Singer
  • Niech ciała się opalają, reż. Helene Cattet i Bruno Forzani
  • Noc pożera świat, reż. Dominique Rocher
  • Piercing, reż. Nicolas Pesce
  • Podział czasu, reż. Sebastian Hoffman
  • Samui Song, reż. Pen-ek Ratanaruang

Wpadajcie do Wrocławia między 26 lipca a 5 sierpnia!!!

READ MORE


Kłótnia filmowa o „Jurassic World: Upadłe królestwo”

Michał Hernes: Kocham dinozaury, jestem wielkim fanem “Parku jurajskiego” Stevena Spielberga, podobał mi się też poprzedni “Jurassic World” i nie mogłem się doczekać “Upadłego królestwa”. Dzięki temu filmowi znów poczułem się jak dziecko. Obejrzałem go w IMAXie, ale mam w planach wybrać się też na seans w 4D, na którym Ty byłeś. Czy warto?

Maciej Stasierski: Nie warto, bo film Juana Antonio Bayony, którego uważam za jeden z największych talentów reżyserskich aktualnie pracujących, to skupisko gatunkowych klisz, które zostały wtłoczone w fabułę tak zgraną, a przy okazji tak wypełnioną idiotyzmami, że nie sposób w ogóle zaakceptować takiego podejścia do tworzenia historii. Co z tego, że CGI jest wspaniałe, jak scenariusza nie ma. Oczywiście się nie zgadzasz? Naprawdę myślałem, że przy okazji takiej filmowej kompromitacji nie będzie się o co kłócić. Jak zwykle mnie zaskakujesz.

Michał: Co do scenariusza – zgadzam się, że jest pretekstowy, ale to – do cholery – monster movie dla dużych i małych dzieci, na którym – szokująco – bawiłem się jak prosię. Choć nie powinno się porównywać ze sobą filmów, to po “Upadłym królestwie” widać, jak dużą różnice robi obsadzenie właściwej osoby w głównej roli. Mam oczywiście na myśli Chrisa Pratta, który w porównaniu do nowego “Hana Solo” ma dużo luzu, uroku i charyzmy. O dziwo polubiłem te papierowe postaci (Bryce Dallas Howard ma dużo naturalnego uroku i ciepła – kocham ją!) i uważam, że mimo scenariuszowych mielizn udało się zbudować w tym filmie suspens. Serio, poczułem w trakcie seansu dziecięcy dreszczyk emocji, a Bayona udowodnił moim zdaniem, że jest sprawnym reżyserem, w którym tkwi ogromny potencjał. Przede wszystkim jednak mogłem się znów nacieszyć dinozaurami. Naprawdę nie dostarczyły Ci frajdy?

jurassic-fallen-kingdom-trailer-1-970

Maciej: Kilka rzeczy. Po pierwsze nie jest żadnym argumentem na pretekstowy scenariusz to, że mamy do czynienia z filmem o potworach dla dużych i małych dzieci. Bo “Park jurajski” też takim filmem był, “Jurassic World” podobnie. Tylko, że one miały fabularną wartość w postaci wartkiej akcji, nakreślonych (jakkolwiek) relacji między bohaterami, emocje.

Tutaj akcji jest tyle co kot napłakał i nie mówię o samych scenach akcji, które są zrobione sprawnie, choć zupełnie bez napięcia, wbrew temu co mówiłeś. Tutaj nie da się nakreślić relacji między bohaterami, skoro nie ma bohaterów. I jak zawsze broniłem Chrisa Pratta, tak jego nonszalancka charyzma w tym filmie nie działa. Nie ma żadnej chemii między nim i Bryce Dallas Howard, która wypadła bardziej wiarygodnie biegając po Isla Nublar w szpilkach. Villaina praktycznie nie ma. Postaci komediowych brak. Najbardziej ludzkim i zdecydowanie najciekawszym bohaterem jest welociraptor Blue. I tak, na niego chciałem patrzeć. Ale T-Rex już wrażenia nie zrobił, co nigdy nie miało miejsca kiedy jeszcze tą serią na stałe zajmował się Spielberg. Smutna prawda – Bayona nakręcił najgorszy film w swojej karierze i najgorszy film tej serii. Chyba z tym się zgodzisz?

Michał: Serio uważasz, że to gorszy film niż “Jurassic Park 3”?! Totalnie się z tym nie zgadzam!

Maciej: “Jurassic Park 3” to w gatunku jakieś 7/10. Tutaj nie dałbym czwórki…więc tak, potwierdzam. Kontynuuj…

499196-Jurassic-World-Fallen-Kingdom-Super-Bowl-Trailer

Michał: Sympatyczną postacią komediową jest Franklin, kilka dowcipów z jego udziałem się udało i choć szału nie ma, nie było też żenady i nie irytował mnie. Podobnie odebrałem postać, którą zagrała Daniella Pineda (serio, polubiłem ich!). Naprawdę uważam, że w tym filmie pojawiło się parę udanych akcentów komediowych. Zgadzam się, że ciekawsze są w nim relacje między Prattem a dinozaurem Blue (tu udało się nakreślić relacje między bohaterami, zgodzisz się?) niż między parą głównych ludzkich bohaterów. Jeśli zaś chodzi o “Upadłe królestwo”, dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem – przyjemny letni blockbuster z dużą ilością dinozaurów, które kocham (więcej mi do szczęścia nie potrzeba, choć mielizny scenariusza Trevorrowa są prawdopodobnie jedną z odpowiedzi na pytanie, dlaczego odsunięto go od epizodu IX “Gwiezdnych wojen”). Podejrzewam, że Bayona i tak uratował ten film swoją reżyserią. Nie mogę natomiast zdzierżyć, że tak zmarnowano w tej produkcji Jeffa Goldbluma (nie mówiąc o Geraldine Chaplin). Będę za to bronił suspensu, który zbudowała m.in. solidna muzyka Michaela Giacchino, a odkryciem była dla mnie młodziutka i utalentowana aktorka Isabella Sermon (kolejny dowód na to, że Bayona ma nosa do młodych aktorów i potrafi z nimi pracować), jej postać zdecydowanie jest w tym filmie najciekawsza. Zgodzisz się?       

Maciej: Bayona ma nosa do dzieci – z tym się zgodzę. Rzeczywiście dziewczynka grająca młodziutką Maisie jest doskonała! Szkoda, że jak większość bohaterów ludzkich nie ma wiele do roboty. To jest największy problem “Upadłego królestwa” – scenariusz pióra Colina Trevorrow jest po prostu fatalny. Nie zgodzę się co do Michaela Giacchino – jego ścieżka dźwiękowa mnie irytowała, męczyła, wybijała z rytmu. Jakby została sklecona na kolanie z tematów niewykorzystanych w poprzedniej części. Niestety jako jeden z wielu ludzi pracujących przy tym „dziele filmowym” wpisał się w jego miałkość, jego schematyczność, jego częstą kuriozalność i nudę, którą z ekranu WIEJE. I zupełnie nie dlatego, że oglądałem ten film w sali 4dX. Jak miałbym coś doceniać, to Blue, a także wyborne zdjęcia Oscara Faury i…timing polskiego dystrybutora, który jak rzadko wprowadził film do kin dwa tygodnie przez premierą w USA. Szkoda, że akurat padło na ten film.

READ MORE


Kłótnia filmowa o „Zimną wojnę”

Michał Hernes: “Zimna wojna” jest filmem, który – przywołując słowa Kafki – spadł na mnie niczym nieszczęście i tak głęboko mną wstrząsnął jak śmierć kogoś, kogo kocham bardziej niż siebie, jak samobójstwo. Ten film jest, powracając do Kafki, oskardem przełamującym morze lodu znajdujące się wewnątrz nas. Nie jest to może arcydzieło, jakiego oczekiwałem, ale nie dostałem też szantażu emocjonalnego i łatwych rozwiązań. Oczarowała mnie natomiast precyzja reżyserska Pawła Pawlikowskiego, a także jego powściągliwość, myślenie obrazami oraz sposób, w jaki dobrał muzykę, zmontował ten film i jak opowiedział tę historię. Zachwyciły mnie dialogi, z których spora część została zapewne napisana przez Mistrza Janusza Głowackiego. Oczarowały mnie charyzma i talent Joanny Kulig, a poza tym wciąż zastanawiam się, czy prawdziwa miłość jest, czy też nigdy nie jest ambiwalentna. A jakie refleksje Tobie towarzyszą po seansie?

zimnawojna3Kot

Maciej Stasierski: Nie jest to arcydzieło jakiego oczekiwałem. Niestety bańka oczekiwań pękła. Pawlikowski kiedyś zrobił film bliski arcydziełu – była nim “Ida”. “Zimna wojna” jest bardzo dobrym filmem, który nie dorósł do tego co się o nim mówi. Porównania do “Casablanki” okazały się bardzo na wyrost, co jednak nie znaczy, nie jest to popis filmowego kunsztu. Przeciwnie, na bardzo wielu frontach jest. Najbardziej w kwestii operatorskiej – Łukasz Żal to już oficjalnie polski Roger Deakins. Czerń i biel nie wyglądała w kinie tak dobrze od czasu…”Idy”. Wielka robota operatorska pozwala chwilami na zapomnienie o tym, że historia w “Zimnej wojnie” jeśli nie jest prosta, to na pewno jej problemem jest dystans względem zarówno bohaterów, jak i widza. Czułem go przez nieomal cały film. Nie potrafiłem się zaangażować emocjonalnie w tę dojmująco smutną, bardzo subtelną historię miłosną. Spodziewałem się wzruszenia i dostałem je dopiero w ostatniej scenie. Ty wcześniej?

Michał: Tak i ten film kojarzył mi się nie tyle z “Casablanką”, co z “Pianistą” Romana Polańskiego – w pozornie chłodnej produkcji Pawlikowski opowiedział być może bardzo osobistą miłosną historię, dystansując się do swojej tragedii (śmierć żony), a może ma to jakiś związek z jego rodzicami, którym zadedykował „Zimną wojnę”? Jestem zdania, że obrazami, gestami, niuansami i muzyką można czasem opowiedzieć naprawdę wiele, przekuwając smutek w coś pięknego i dyskretnie przemycając emocje. Powtórzę – Pawlikowski nie idzie na łatwiznę, nic nie musi i odważnie podąża za swoją wizją. Należy mu się za to ogromny szacunek. Zachwyciła mnie poszatkowana narracja tego filmu – jest to dla mnie intrygujące, tworzy klimat i nieoczywisty suspens. Zgadzam się co do czarno białej kolorystyki – potęguje ona to tajemniczy nastrój pełen niedopowiedzeń. Poza tym ten film utwierdził mnie w przekonaniu, że Joanna Kulig jest wielka i przywrócił moją wiarę w Borysa Szyca. Co sądzisz o ich rolach?

zimna-wojna-zlota-palma-cannes-1180x885

Maciej: Nie zgadzam się, że film jest pozornie chłodny – po prostu jest chłodny, wręcz zimny momentami. To nie zarzut per se, a stwierdzenie faktu – ja nie jestem zwolennikiem takiej stylistyki, to nie moje emocje. Zgadzam z tym, że Pawlikowski podąża swoją wizją i nie idzie na łatwiznę. Jedni uznają to za reżyserską chirurgię, inni za zabieg średnio udany, bo odbiera filmowi emocje. Ja będę w gronie tych pierwszych, bo nie sposób nie przyznać, że Pawlikowski jest rzemieślnikiem najwyższej wody. A dzięki doborowi muzyki czy pomysłowi na pocięty montaż rzeczywiście można go uznać za artystę. Trochę szarlatana, bo ta muzyka odciąga uwagę od mało emocjonalnej opowieści i postaci granej przez Tomasza Kota, która nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Kulig i Szyc byli rewelacyjni – co do tego nie będzie między nami różnicy zdań. Szyc zaskoczył wyczuciem z jakim zagrał przerysowaną postać partyjnego aparatczyka. Kulig błyszczy na ekranie, chwilami wręcz hipnotyzuje. Jednak przez to tworzy się kontrast do postaci Kota, wygranej przez niego na najwyższych nutach, ale mimo to nudnej jak flaki z olejem. Jak ona mogła kochać takiego człowieka-placka?

Michał: To są paradoksy miłości, po prostu bohater grany przez Kota jest myślą przewodnią życia postaci, w którą wcieliła się Kulig (i odwrotnie). Być może po raz kolejny potwierdziła się stara prawda, że przeciwieństwa się przyciągają. Możliwe, że rację miał C.S. Lewis mówiąc, że wpisane w naszą naturę jest kochać, a potem utracić to, co kochaliśmy. Po seansie wciąż zastanawiam się, czy prawdziwa miłość jest, czy nie jest ambiwalentna. Jak więc widać “Zimna wojna” pozostawiła mnie z pytaniami bez odpowiedzi i podskórnym napięciem. Na pewno jeszcze do tego filmu wrócę!

zimna-wojna-fotosy177

Maciej: Też będę chciał wrócić do “Zimnej wojny”. Na pewno do tych niesamowitych zdjęć, na pewno do tej świetnej muzyki, na pewno do obrazków Wrocławia, który gra tutaj Berlin, podobnie jak w “Moście szpiegów” Spielberga. I chyba też dlatego, że chciałbym się przekonać, czy ewentualne doświadczenia dalszych lat życia będą w stanie wpłynąć na moją pełną dystansu percepcję. Chciałbym się na nim wzruszyć bardziej niż na pierwszym seansie. Nie zrozum mnie źle – Pawlikowski jest absolutną indywidualnością w polskim kinie i kibicuję mu bardzo. Doceniam kunszt zaprezentowany w “Zimnej wojnie”, ale filmu nie pokochałem. W moim sercu “Ida” pozostaje obrazem dużo ważniejszym. A w konfrontacji “Zimna wojna” vs. “Casablanca”, zawsze powiem za Bogartem “We’ll always have Paris”.

READ MORE


Kłótnia filmowa o „Hana Solo”

Michał Hernes: Nie miałem żadnych oczekiwań względem filmu “Han Solo: Gwiezdne wojny – historie” i o dziwo dobrze sie bawiłem mimo nijakiego Aldena Ehrenreicha i kuriozalnych zwrotów akcji. Mam bardzo mieszane uczucia względem tej produkcji, ale przyniosła mi trochę frajdy i nie mogę się zgodzić z tymi, którzy nie zostawiają na tym filmie suchej nitki. Dlaczego jesteś tak krytyczny względem “Solo”?

Maciej Stasierski: Też nie miałem oczekiwań, ale mimo wszystko rozczarowałem się poziomem tej produkcji. Nie było dotychczas w tym uniwersum gorszego filmu i to wliczając nawet beznadziejne “Mroczne widmo”. Widać, że Kathleen Kennedy zaprzepaściła szansę na stworzenie ciekawego, świeżego obrazu, który byłby swego rodzaju oddechem w tym dość poważnym uniwersum. Zaprzepaściła w momencie podjęcia decyzji o zmianie reżysera. Trzeba było zostawić tandem Lord/Miller albo dać tę robotę Garethowi Edwardsowi. Howard już nie miał co zbierać. Szkoda, bo Han Solo to fantastyczny bohater. Niestety po “Solo” trudno zrozumieć dlaczego. Co więcej trudno zrozumieć dlaczego ten film się nazywa “Solo”, skoro jego główny bohater jest nieomal niewidoczny w filmie. Z tym się zgodzisz?

soli

Michał: Choć to najsłabsza z disnejowskich odsłon sagi “Gwiezdnych wojen”, nie jest to zły film. Ehrenreich co prawda się stara i ma momenty, ale zdecydowanie brakuje mu charyzmy Harrisona Forda, który przecież nie jest i nigdy nie był bardzo dobrym aktorem. Na szczęście jednym z autorów scenariusza jest Lawrence Kasdan (“Poszukiwacze zaginionej arki”, “Imperium kontratakuje”, “Powrót Jedi”, “Przebudzenie mocy”), który zna ten świat i Hana Solo jak własną kieszeń. Podobają mi się smaczki i nawiązania do poprzednich filmów (pierwsze spotkanie z Wookiee’em, kulisy powstania nazwiska “Solo” – zaśmiałem się). Moim zdaniem Kasdanowi udało się w niektórych fragmentach (scena z pociągiem!) ożywić ducha kina nowej przygody znanej chociażby z Indiany Jonesa.  Zgodnie z koncepcją George’a Lucasa zostały w tym filmie pokazane nowe planety i nowe światy (to dla mnie bardzo ważne i zawsze zwracam na to w „Gwiezdnych wojnach” uwagę). Jeśli chodzi o Rona Howarda, prawdopodobnie został zatrudniony, by położyć nacisk na westernową konwencję tego filmu, która również bardzo przypadła mi do gustu. Woody HarrelsonDonald Glover samym swoim pojawieniem się robią różnice, co dowodzi, jak wiele zależy od dobrego castingu i właśnie charyzmy. Co sądzisz o ich rolach w tym filmie?

Maciej: Harrelson gra tę samą rolę od lat i odpowiada mi to, bo jest w tym najlepszy w Hollywood. Donald Glover po raz drugi w ostatnich miesiącach rozczarowuje. Najpierw miał być jakimś niesamowitym dodatkiem do “Spider-Man: Homecoming” a pojawił się w filmie na przysłowiowe 5 sekund. Teraz dostał do zagrania jedną z najbardziej interesujących postaci całego uniwersum Star Wars i wyszła klapa. Nie wiem czy scenariuszowa tylko, czy aktorska także. Skłaniałbym się ku temu drugiemu, bo po prostu nie podobało mi się jak Glover próbował “sprzedawać” żarty, które były niemożliwe do sprzedania. To jest w ogóle mój największy zarzut względem “Solo”, który powinien być łotrzykowską komedią, a okazał się nudnym, pozbawionym komediowego oddechu prostym akcyjniakiem bez żadnej fabularnej zgrywy czy lekkości. Niestety bardziej widać zmęczenie Lawrence’a Kasdana niż jego znajomość tematu, bo gdyby oprzeć się na Twojej tezie, należałoby powiedzieć: “Szkoda, że Kasdan nie uchylił rąbka tajemnicy w temacie legendy Solo. Nadal tylko on wie dlaczego Han jest taką niesamowitą postacią”. Alden Ehrenreich nie miał z czego wycisnąć tej legendarności – odnosi się to zarówno do dialogów, jak i jego charyzmy. W tej ostatniej kwestii Harrison Ford był absolutnie naturalnym talentem – charyzmy nie można się nauczyć. Trzeba ją mieć. Jako, że Ty podchodzisz do “Solo” z większym szacunkiem niż ja, może powiesz mi co miała na celu postać Emilii Clarke i co się stało, że Paul Bettany po świetnym występie w “Infinity War” tak bardzo spoczął na laurach?

beti

Michał: Nie zgodzę się, że rola Donalda Glovera to klapa, bo każdy jego szelmowski i łotrzykowski uśmiech i każde jego spojrzenie robią różnice, pokazując jak wiele zależy od charyzmy utalentowanego aktora, który każdym swoim pojawieniem się na ekranie wnosi do filmu powiew świeżości i kradnie show. Rzecz jasna, czekam na osobny film z nim jako Lando w roli głównej, bo to może być petarda.

W przeciwieństwie do Ciebie uważam, że “Solo” sprawdza się jako łotrzykowska komedia. Mogę tylko powtórzyć, że dobrze się bawiłem i że śmieszyły mnie niektóre z tych żartów, choć nie wszystkie, a kompletnie się tego nie spodziewałem. Znakomicie wypadł Wookiee (miał większą chemię z Hanem niż Emilia Clarke), świetne komediowe momenty miał droid L3 (choć na dłuższą metę stał się irytujący, ale to i tak najciekawsza kobieca postać w tym filmie). Na podobnej zasadzie jak Glover różnice robił Harrelson. Absolutnie nie zgadzam się z zarzutem, że ten film był nudny. Ja nie nudziłem się ani przez chwilę i udało mi się trochę poczuć dziecięcy dreszczyk emocji, nawet mimo kuriozalnych zwrotów akcji, a także głupich i dziwnych zachowań bohaterów. Nie jestem zadowolony ze sposobu, w jaki pokazano młodego Hana Solo, ale spodobał mi się to, jak Kasdanowie opowiedzieli historię młodości tego drobnego cwaniaczka. Rozczarowało mnie natomiast, że zmarnowano potencjał tkwiący w Emilii Clarke, Thandie NewtonPaulu Bettany (nie wiem, czemu zdecydowali się zagrać w tym filmie, ale z drugiej strony sam w ciemno zagrałbym w produkcji o Hanie Solo). Przepiękne są natomiast chłodne zdjęcia Bradforda Younga (“Nowy początek”), idealnie pasujące do lucasowskiej koncepcji pokazywania nowych, nieznanych światów. Ucieszyła mnie również końcówka i zaskakujące pojawienie się “dawnego znajomego”, w którym tkwi spory potencjał (jest ono jak najbardziej uzasadnione w kontekście budowania tego uniwersum). Są więc powody, dla których chciałbym obejrzeć kolejną część. A Ty?

Maciej: Wolałbym, żeby jednak następna część “Gwiezdnych Wojen Historii” miała jak najmniej wspólnego z tą, o której rozmawiamy. Czyli nawet Ty uważasz, że Clarke, Newton i Bettany przeszli przez ekran bez pozostawienia żadnego, najmniejszego impaktu na fabule? Bo ja takie miałem odczucia – zatrudniono znane nazwiska (co nie jest bardzo typowe dla „Gwiezdnych Wojen” i nie widzę w tym ruchu konsekwencji), bo miały przyciągać. Ale dajcie im coś do zagrania!

Kompletnie nie mogę się zgodzić z Tobą w temacie L3. Generalnie zawsze broniłem gwiezdnowojennych robotów – uważam, że dodają kolorytu historiom. Tutaj jednak dostaliśmy jeszcze bardziej irytującą (nie w pozytywny sposób) wersję C3PO dla feministek (absolutnie nie mam nic do nich!), wokół której rozpisano najbardziej żenujący wątek całego filmu. Scena, w której Lando  !UWAGA SPOJLER! biegnie jej na ratunek miała mieć emocjonalny wydźwięk, a wzbudziła we mnie tylko kolejne westchnięcie i komentarz: “Ile można?!”. Nie szanuję ani warstwy komediowej, ani warstwy dramatycznej historii L3. Niestety wydaje mi ona paradoksalnie idealnym dowodem szerszego zjawiska związanego z tym filmem – jest w nim tak dużo elementów źle wygranych, beznadziejnie rozpisanych pod względem emocjonalnym, słabo zagranych, że “Solo” okazuje się jednym z tych obrazów, których ocenę zaczynamy słów nieomal sakramentalnych:

Ale zdjęcia były ładne. No i ta scena pościgu ładnie nakręcona.

Po “Gwiezdnych Wojnach” trzeba spodziewać się więcej.

Michał: Sam oczekuję po nich czegoś więcej i na wiele kuriozalnych rozwiązań również zgodzić się nie mogę, ale nic nie poradzę na to, że znów bawiłem się jak prosię.

READ MORE